Reklama

Czy J&S idzie na giełdę po... wiarygodność?

Grupa J&S walczy z etykietką najbardziej kontrowersyjnej firmy działającej w Polsce. Pomóc w tym może debiut J&S Energy na GPW

Publikacja: 03.11.2006 06:40

Grupa J&S to zarejestrowany w cypryjskiej Larnace pośrednik w obrocie surowcami. Jest holdingiem kilkunastu różnych spółek, które sprzedają algierski gaz ziemny oraz rosyjską i kanadyjską ropę naftową. Surowce trafiają m.in. na rynki Chin i Europy Środkowej, w tym głównie na Węgry, do Czech i Polski.

Skończyć z piętnem afer

Dzięki kontraktom zawartym jeszcze w zeszłej dekadzie, J&S Group szybko zdobyła dominującą pozycję na naszym rynku. Pod koniec lat 90. za jej pośrednictwem trafiało do Polski 60-70 proc. ropy przerabianej następnie przez dwie największe polskie rafinerie: płocką i gdańską.

W lutym 2002 r., aby zapobiec podpisaniu przez Orlen kolejnego kontraktu z J&S, Urząd Ochrony Państwa zatrzymał ówczesnego prezesa płockiego koncernu Andrzeja Modrzejewskiego. Afera (którą badała specjalna sejmowa komisja śledcza) przyczyniła się do tego, że do holdingu przylgnęło miano kontrowersyjnego.

Choć J&S Energy - najważniejsza z polskich spółek grupy - zajmuje się tylko handlem produktami ropopochodnymi i petrochemicznymi oraz importem paliw, też zyskała specyficzną "łatkę". W związku ze śledztwem w sprawie tzw. mafii paliwowej na początku tego roku ABW przeszukała warszawskie i szczecińskie biura J&S Energy. Była to bardzo spektakularna akcja, podczas której służby chciały zabezpieczyć dokumentację dotyczącą importu paliwa. Szefowie J&S Energy od początku deklarowali, że będą współpracować z ABW.

Reklama
Reklama

Andrzej Szczęśniak, analityk rynku paliwowego, zauważa, że spółki z grupy J&S już od dłuższego czasu konsekwentnie starają się odbudowywać swój wizerunek. - Dziś już na temat J&S Energy nikt nie wypowiada tak skrajnie krytycznych opinii, jak kilka czy kilkanaście miesięcy temu - mówi A. Szczęśniak.

Według niego, celem ewentualnego debiutu firmy na warszawskiej giełdzie może być właśnie uwiarygodnienie się. Taką samą opinię ma także Maciej Janiec, specjalista z firmy ReAKKT: - O ile mi wiadomo, holding J&S nie potrzebuje pieniędzy, bo ma ich wystarczająco dużo - twierdzi analityk. - Zresztą gdyby faktycznie chciał zdobyć dodatkowe fundusze, nie szukałby ich na warszawskiej giełdzie, ale poszedłby na przykład do Londynu - dodaje M. Janiec.

Z myślą o Możejkach?

Dodajmy, że Orlen kupuje za pośrednictwem J&S coraz mniej ropy, którą przerabia płocka rafineria. Jeszcze kilka lat temu było to około 60 proc., w tym roku (po trzech kwartałach) - zaledwie 43 proc. ogółu sprowadzanego surowca. - Zawarty w 2002 roku kontrakt na dostawy ropy do Orlenu wygasa w 2009 roku - zauważa A. Szczęśniak. - Z pewnością J&S już myśli o jego przedłużeniu.

Zdaniem Macieja Jańca, ambicje największego pośrednika w imporcie ropy mogą być jeszcze większe: - J&S Group, po tym jak Orlen przejmie litewskie Możejki, może chcieć dostarczać surowiec do wszystkich zakładów grupy -mówi.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama