Końcówka tygodnia przyniosła wzrost cen miedzi, ale wcześniej notowania były najniżej od czterech tygodni. Niewiele brakowało, żeby miedź była najtańsza od czerwca. Długoterminowe prognozy mówią wprawdzie o dalszej zwyżce popytu na metale kolorowe (i w konsekwencji zwyżce cen), jednak przewidywania na najbliższą przyszłość nie wykluczają spadków notowań, ponieważ bieżące zapasy są wysokie. W magazynach monitorowanych przez giełdy surowcowe w Londynie, Nowym Jorku i Szanghaju wynosiły w czwartek 195,4 tys. ton miedzi i były największe od siedmiu miesięcy. Rynek chwilowo się nasycił, na co wskazuje fakt, że po raz pierwszy od trzech lat miedź z dostawą natychmiastową była tańsza od miedzi z dostawą za trzy miesiące. Różnica wyniosła 12 dolarów za tonę. W październiku zapasy miedzi monitorowane przez Londyńską Giełdę Metali (LME) zwiększyły się o 11 proc. Mówi się, że nadpodaż miedzi, która przez International Copper Study Group szacowana jest w tym roku na 239 tys. ton, może utrzymać się także w przyszłym roku. Szczególnie jeśli jeszcze bardziej siądzie koniunktura na amerykańskim rynku budowlanym i w branży motoryzacyjnej. USA odpowiadają za 14 proc. światowej konsumpcji miedzi. Szacuje się, że z powodu ochłodzenia w sektorze budowlanym, amerykańskie zapotrzebowanie na miedź może spaść o 200 tys. ton rocznie. Prawie w całości skompensowałoby to wzrost popytu generowany przez Chiny. Wczoraj w Londynie płacono 7260 USD za tonę miedzi w kontraktach trzymiesięcznych, w porównaniu z 7245 USD w czwartek. Przed tygodniem miedź kosztowała o ponad 200 USD więcej.