Po Warszawie krąży anegdota, jak to premier Kaczyński w trakcie jednej z gospodarskich wizyt w kraju i rozmów z samorządowcami dowiedział się, że samotna matka z czwórką dzieci może otrzymać około 5 tys. złotych pomocy socjalnej. Jak to z anegdotami bywa, nie wiadomo, czy historia ta jest prawdziwa, bo w ogóle nie wiadomo, ile wydaje się publicznych pieniędzy na konkretne osoby i rodziny. Wiadomo tylko, że pieniędzy tych jest wciąż mało i mało, a podatki w imię solidarności społecznej muszą rosnąć. Jest jednak kilka faktów, które burzą ten politycznie poprawny mit solidarności społecznej.
Wydatki na transfery społeczne z budżetu centralnego i funduszy pozabudżetowych w Polsce wynoszą około 18 proc. PKB i są już wyższe niż w Szwecji. Pod tym względem jesteśmy więc najbardziej socjalistyczną z kapitalistycznych gospodarek w UE. Do wydatków rządu należałoby doliczyć wydatki samorządów, w tym na dopłaty do czynszów. Według różnych szacunków, od 20 do 40 proc. dofinansowywanych przez gminy czynszów trafia do właścicieli (!) mieszkań własnościowych. Jeśli kogoś stać na mieszkanie, to dlaczego ktoś inny ma za niego płacić czynsz?
Obecny rząd robi wiele, aby wydatki społeczne były jeszcze wyższe. Jedną z metod jest przyznawanie wcześniejszych emerytur (np. dla górników), co przyczynia się do powiększania liczby osób w wieku produkcyjnym, które nie pracują. Politycy mogą dowolnie żonglować statystykami bezrobocia, jednak dla ekonomistów ma znaczenie wskaźnik ekonomicznej aktywności ludności. W Polsce stoi on na poziomie 54 proc. i jest najniższy nie tylko w UE, ale wśród wszystkich krajów rozwiniętych na świecie! Oznacza to, że połowa Polaków w wieku produkcyjnym pracuje coraz ciężej i wydajniej, aby utrzymać drugą połowę, która do pracy się nie kwapi, bo ma z czego (lub z kogo) żyć.
Określenie, kto jest osobą ubogą, wymagającą opieki państwa, nie jest rzeczą prostą, gdyż osoby faktycznie biedne są często niezaradne życiowo i trudno do nich dotrzeć. Z drugiej strony, powinno się bardzo wnikliwie analizować, czy osoby i rodziny otrzymujące publiczne pieniądze są faktycznie ubogie. W większości krajów rozwiniętych (zwłaszcza w krajach anglosaskich) oprócz kryterium dochodowego stosuje się w praktyce kryterium majątkowe. Na przykład, sprawdza się możliwość uzyskania domniemanego dochodu z posiadanego majątku, o który pomniejsza się świadczenia socjalne. Wyliczenia te robi się szacunkowo i rzadko ktoś je kwestionuje, gdyż może narazić się na jeszcze większą skrupulatność państwowych urzędników. Co ciekawe, w polskim ustawodawstwie społecznym istnieją odpowiednie zapisy, tylko nikt ich nie egzekwuje, bo i po co narazić się "biednym" wyborcom.
Przedsmak faktycznego statusu majątkowego polskich rodzin dają statystyki GUS wyposażenia gospodarstw domowych w dobra trwałego użytku. Zdziwiłby się może ktoś, jak znaczny procent emerycko-rentowych sześcioosobowych gospodarstw domowych (a więc potencjalnie ubogich) ma samochód, komputer czy sprzęt hi-fi.