W ostatnich tygodniach na warszawskiej giełdzie debiutowały akcje spółek z Czech i Słowacji. Bracia Czesi wprowadzili na nasz rynek swoją największą firmę z Europy Środkowej - CEZ. Bracia Słowacy byli skromniejsi. Na parkiecie pojawiła się spółka informatyczna Asseco Słowacja - powiązana z notowanym już wcześniej Asseco Poland (poprzednio Comp Rzeszów).
W przyszłości może dojść do interesującej fuzji - przejęcie spółki słowackiej przez spółkę polską w zamian za wyemitowane akcje. Na świecie takie fuzje są powszechne. U nas może to być interesujące wyzwanie dla prawników i duży kłopot dla sędziów Krajowego Rejestru Sądowego. Na szczęście dla giełdy i Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, taka operacja nie powinna być istotnym problemem.
Ale nie to jest przedmiotem felietonu. Podczas uroczystości związanej z debiutem każdej z wymienionych firm gościem honorowym był minister skarbu Rzeczypospolitej Polskiej. Wiadomo: "pańskie oko". Każdy debiut na giełdzie powiększa wartość spółki, jaką jest sama giełda - większe obroty i większa liczba emitentów to większe prowizje. A prowizje to przychody i zyski. A Ministerstwo Skarbu Państwa jest właścicielem 98 proc. akcji spółki akcyjnej GPW. Miło jest patrzeć, jak rosną obroty i pośrednio wartość posiadanego pakietu.
Pomyślałem sobie jednak, że to szkoda, że minister skarbu nie pojawia się na parkiecie giełdy w związku z debiutem akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw. Chciałbym rzec: Panie ministrze, śmielej. Wówczas można oglądać nie tylko wzrost wartości giełdy, ale też wzrost wartości pakietu akcji, który nie został sprzedany. A tu nic.
Jednak rynek nie znosi próżni. Nie ma dużych ofert polskich - są duże oferty zagraniczne. Wprowadzanie zagranicznych spółek na naszą giełdę jest bardzo interesującym zjawiskiem. W perspektywie krótkoterminowej można powiedzieć, że pieniądze naszych przyszłych emerytów trafiają do zagranicznych inwestorów. Część z nich sprzedała wcześniej kupione akcje na naszej giełdzie i osiągnęła zysk. W przypadku nowych emisji akcji uzyskane pieniądze trafiają do zagranicznych firm i są przeznaczane na rozwój. W większości przypadków pieniądze emerytów "pracują" za granicą. I nie są wykorzystywane w naszym kraju. Tu mogą się pojawić jakieś próby powstrzymania tego procesu. Dlatego trzeba zwracać uwagę na pozytywne skutki długoterminowe.