Sfinks, właściciel sieci restauracji Sphinx i Chłopskie Jadło, zarobił na czysto 3,5 mln zł w III kwartale, wobec 3,8 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Przychody ze sprzedaży przekroczyły 45 mln zł i były o prawie 50 proc. wyższe niż w 2005 r. Po trzech kwartałach Sfinks ma ok. 9,3 zł zysku netto. To o ponad 40 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Przychody wyniosły 116,8 mln zł i były o 34 proc. wyższe niż rok temu. - Spadek zysku netto w III kwartale jest dosyć mylący. Rok temu w tym okresie rozwiązaliśmy około 1,2 mln zł rezerw na należności. One zawyżyły nam wynik finansowy. Gdyby odliczyć te rezerwy, okazałoby się, że rzeczywisty zysk netto jest o ponad 30 procent wyższy niż rok temu - tłumaczy Michał Seider, wiceprezes zarządu łódzkiej spółki.
Zarząd zakładał, że Sfinks osiągnie w 2006 r. prawie 12 mln zł zysku netto przy ok. 165 mln zł przychodów. Po wynikach trzech kwartałów prognozę obrotów obniżono do 156 mln zł. Dlaczego? - Po pierwsze, założyliśmy że w tym roku otworzymy restaurację w Krakowie, która została zalana podczas gaszenia pożaru, tymczasem mamy problemy z przedłużającym się remontem. Szacujemy, że gdyby funkcjonowała, przyniosłaby około 4 mln zł obrotów. Kolejne 4 mln zł wynika z przesuwania terminów uruchomienia kilku centrów handlowych, miedzy innymi "Złotych Tarasów" - mówi wiceprezes.
Teraz spółka ma 91 restauracji, a do końca roku ma być ich w sumie 102. Sfinks chce też przejąć sieć restauracji w Niemczech. Do zakupu mogłoby dojść w pierwszej połowie 2007 r. - Nie wykluczam, że po przejęciu sieci w Niemczech moglibyśmy potem sprowadzić ją do Polski - dodaje M. Seider.