Rząd realizuje program dla sektora elektroenergetycznego. Zgodnie z obecnymi przepisami, załogi łączonych spółek dostaną za darmo 15 proc. udziałów w swoich rodzimych przedsiębiorstwach. Aby zyskać poparcie pracowników z tej branży, rząd obiecuje im dodatkowo rozdmuchane pakiety socjalne i utrzymanie wieloletnich gwarancji zatrudnienia. Państwowa energetyka może zapłacić za to łącznie 4-5 mld zł. Zdaniem ekspertów, odbije się to negatywnie na kieszeniach wszystkich konsumentów. - Dodatkowo, tak wysokie koszty obniżą konkurencyjność polskiego sektora elektroenergetycznego - uważa Janusz Steinhoff, były minister gospodarki. - Wydajność pracy w tym sektorze jest u nas niższa niż w krajach Europy Zachodniej - dodaje. Z tą opinią zgadza się Kazimierz Rajczyk, dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku. - Rozdmuchane pakiety socjalne i zablokowanie restrukturyzacji zatrudnienia w oczywisty sposób obniżą atrakcyjność spółek energetycznych dla potencjalnych inwestorów - stwierdza.
Wiceminister gospodarki Tomasz Wilczak oraz wiceszef resortu skarbu Michał Krupiński zapewnili załogi łączących się obecnie w grupy polskich firm energetycznych, że zanim dojdzie do konsolidacji, podpisane zostaną nowe umowy społeczne, opierające się na wcześniejszych gwarancjach dla pracowników. Tyle że w momencie rozmów ze związkowcami znane już były wyniki kontroli NIK. Izba, która sprawdziła przekształcenia w energetyce w latach 2000-2005, jasno stwierdziła, że w tym okresie uzależnianie decyzji rządu od poparcia związków było błędem. Za poparcie trzeba było zapłacić. Korzyści majątkowe dla każdego pracownika prywatyzowanej firmy obliczono średnio na ponad 60 tys. zł. Umowy społeczne podpisywane teraz przez rząd wskazują na to, że tym razem będzie podobnie. Tyle że firmy konsolidowane obecnie przez rząd zatrudniają łącznie ponad 88 tys. osób. I chociaż nie wszyscy dostaną bezpłatne akcje pracownicze, to można przypuszczać, że załogi zarobią nie mniej niż 4 mld zł.