Po tym, jak w produkowanym przez Jelfę Corhydronie znaleziono niebezpieczną substancję, sprawą zajęła się prokuratura. Początkowo wstrzymano obrót lekiem, następnie premier nakazał Głównemu Inspektorowi Farmaceutycznemu (GIF) zawieszenie całej produkcji w Jelfie. Ma ona ruszyć dopiero wtedy, gdy - jak powiedział premier - "sprawy zostaną uporządkowane". Jelfa zaprotestowała.
- Odwołaliśmy się od decyzji Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Jest ona zupełnie nieadekwatna do tego, co się stało - mówi "Parkietowi" Saulius Jurgelenas, prezes Jelfy i Sanitasu (litewski właściciel polskiej spółki). Zaznacza, że na razie priorytetem jest uruchomienie fabryki i na razie firma nie liczy strat spowodowanych jej zamknięciem. Decyzję w sprawie wystąpienia z ewentualnymi roszczeniami odszkodowawczymi wobec polskiego rządu również odkłada na później.
Poważne straty
Ile będzie kosztowało Jelfę wstrzymanie produkcji? - Nie wiemy, jak długo mają trwać kontrole. Na razie jest zatem za wcześnie, by mówić o stratach - twierdzi Marek Wójcikowski, dyrektor generalny Jelfy.
Małgorzata Krzysztoszek, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, szacuje jednak, że zatrzymanie produkcji oznacza dla zakładu około 1,2 mln zł straty dziennie. Dodaje, że jeśli przestój będzie się przeciągał, spółka może zakończyć rok stratą, a nawet ogłosić upadłość.