Specjalne strefy ekonomiczne, parki przemysłowe i technologiczne oraz inkubatory przedsiębiorczości to narzędzia, których jako Ministerstwo Gospodarki używamy dla wspierania przedsiębiorczości - twierdzi szef resortu Piotr Woźniak. - Do tego należy dodać też klastry i fundusze pożyczkowe i poręczeniowe - mówi. Jak P. Woźniak ocenia wykorzystanie tych instrumentów? - Jest różnie. Naszym największym sukcesem są nadspodziewanie dobre wyniki osiągane przez specjalne strefy ekonomiczne - wyjaśnia.
Strefy ciągną w górę...
Z analiz resortu gospodarki wynika, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy specjalne strefy ekonomiczne udzieliły 193 zezwolenia na rozpoczęcie nowych inwestycji. Oszacowano, że wiąże się to z wydatkami przedsiębiorców sięgającymi 9,7 mld zł i stworzeniem ponad 27 tys. nowych miejsc pracy. - W tym samym okresie w całej gospodarce w sektorze przedsiębiorstw powstało 168 tys. nowych miejsc pracy. Oznacza to, że specjalne strefy ekonomiczne generują 15 proc. nowo powstających stanowisk - stwierdza P. Woźniak. Jego zdaniem, resort gospodarki mocno przyczynił się do ożywienia SSE. W jaki sposób? - Chcąc stworzyć krajowym i zagranicznym firmom jeszcze lepsze warunki inwestowania na terenach stref, wydaliśmy 23 nowelizacje rozporządzeń zmieniające granice ich obszarów - wyjaśnia minister. Jako przykład resort podaje włączenie do Tarnobrzeskiej SSE terenów w Kobierzycach. Dzięki temu już powstaje tam osiem nowych inwestycji, prowadzonych m.in. przez LG Philips, LG Electronics i Toshibę.
... ale północ mało aktywna
Woźniak przyznaje, że chociaż specjalne strefy wypadają dobrze jako całość, to jest duży problem z ich rozwojem w północno-wschodnim regionie. Na przykład w Suwalskiej SSE w ciągu ostatniego roku udzielono tylko jednego zezwolenia na otwarcie nowej działalności. - Problemem jest infrastruktura, która w tamtym regionie jest po prostu słaba. A nie stać nas na to, aby zróżnicować warunki inwestowania w strefach - wyjaśnia minister.