Notowania cynku i ołowiu biły w ostatnich dniach rekordy, by potem ostro zanurkować. I to tam skupiła się uwaga inwestorów. Na rynku aluminium ceny skakały znacznie mniej, a o nowych rekordach nie ma na razie mowy. W skali tygodnia aluminium staniało o ok. 2,5 proc. Po październikowych zwyżkach, od trzech tygodni notowania poruszają się w ograniczonym paśmie ok. 2700-2800 USD za tonę. Wczoraj w Londynie w kontraktach trzymiesięcznych płacono po 2725 USD. Zarówno inwestorzy, jak też producenci aluminium, żyją w przeświadczeniu, że popyt na metale będzie rósł, szczególnie w Chinach. Rozedrganie rynku można więc tłumaczyć informacjami o spadku popytu za Wielkim Murem. Na przykład import aluminium zmniejszył się w Chinach o 3 proc. w ciągu 10 pierwszych miesięcy tego roku, do 1,01 mln ton. W październiku skurczył się aż o 18 proc. - wynika z danych tamtejszych służb celnych. Jeszcze bardziej spadł popyt na miedź. Długoterminowe prognozy mówią jednak o dwukrotnym wzroście popyt na aluminium w Chinach do 2015 r. Dlatego kolejny koncern, tym razem rosyjski RusAl, który po przejęciu SuAla wyrósł na jedną z aluminiowych potęg, ogłosił plany inwestycje dotyczące Państwa Środka. Ma w planach budowę huty produkującej rocznie 600 tys. ton metalu. W Chinach inwestują też inni liderzy branży: amerykański koncern Alcoa i kanadyjski Alcan. Gigantów do Chin ciągnie nie tylko wysoki popyt, lecz też niskie koszty energii. Z wyliczeń analityków Citigroup wynika, że z powodu rosnących cen energii produkcja aluminium w Europie spadnie w tym roku o 300 tys. ton.