Kolejny tydzień - już szósty- utrzymują się stabilne, w pobliżu 60 dolarów za baryłkę, notowania ropy naftowej. Rynek czeka przede wszystkim na decyzję w sprawie poziomu wydobycia ropy przez kartel OPEC, który najbliższe spotkanie zaplanował na połowę grudnia w Nigerii. Coraz większe znaczenie mają też jednak prognozy pogodowe w Stanach Zjednoczonych, które mogą wskazać na poziom konsumpcji oleju grzewczego na największym rynku energetycznym na świecie.

Ostatnio w północno-wschodnich stanach USA, gdzie na ogrzewanie w zimę idzie najwięcej paliwa, były wysokie temperatury jak na tę porę roku. Ponadto z prognoz służb meteorologicznych wynika, że zimny front zatrzyma się nad Kanadą i mieszkańcy Nowego Jorku i okolic w najbliższym czasie wciąż mogą liczyć na dobrą pogodę. Tymczasem zapasy oleju grzewczego wciąż są wyższe niż średnia z ostatnich kilku lat - mimo że w poprzednim tygodniu spadły o 3,6 mln baryłek. Nie ma tu czynnika, który mógłby w znaczący sposób popchnąć w górę notowania ropy naftowej i wytwarzanych z niej paliw. Bo w sytuacji cięć dokonanych przez OPEC o spadkach cen na razie raczej nie ma mowy. Raport Departamentu Energii USA o zapasach ropy i paliw trochę rozczarował wczoraj rynek, bo benzyny, oleju grzewczego i opałowego ubyło w amerykańskich magazynach więcej niż oczekiwano. Głównie dlatego po trzech sesjach spadkowych ropa Brent w notowaniach w Londynie zdrożała wczoraj o ok. 50 centów, do 59,4 dolara. W porównaniu z poprzednią środą notowania pozostały niemal bez zmian.