Nasz Sejm właśnie dał nam sygnał, że spodziewa się dużego pogorszenia sytuacji gospodarczej. Nie wiem, czy to spowolnienie ma być wynikiem naturalnego cyklu koniunkturalnego, czy też będzie to skutek podniesienia stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (bo - zdaniem wielu - RPP wywołała ostatnio kryzys, to teraz też pewnie będzie winna, zwłaszcza że ewidentnie niektórzy członkowie bardzo by stopy podnieść chcieli). Wiadomo tyle, że będzie znacznie drożej, bo nasi wspaniali posłowie chcą nam to wszystko zrekompensować dzięki dodatkowi drożyźnianemu.
Od razu mówię, że nie wierzę, iż chodzi o rekompensatę wzrostu cen żywności, jaki nastąpił po tegorocznej suszy. W końcu posłowie nie mogą być tak głupi, żeby rekompensować coś, co może załatwić tani import. Zwłaszcza że pod projektem podpisali się posłowie Platformy Obywatelskiej, która - jak wszyscy wiemy - jest za obniżeniem wydatków.
A więc - to nie może być głupota, to musi być dalekowzroczność. Oni coś wiedzą - i wiedzą, że będzie źle. Trzeba więc uciekać za granicę. Nie wiem, jak Państwo, ale ja pędzę po bilety. Szybko, bo zaraz mogą znacznie zdrożeć. I to tak, że żaden dodatek mi tego nie zrekompensuje.