Grupa emerytów i rencistów licząca 7,2 miliona osób jest znowu w centrum zainteresowania. Rząd założył, że w przyszłym roku świadczenia dla nich wzrosną o inflację plus 5 proc. wskaźnika wzrostu płac (a więc o 1,4 proc.). W budżecie zapisano na takie podwyżki 1,6 mld zł. Tyle tylko, że wciąż nie ma projektu stosownej ustawy. Odrębne stanowisko prezentuje bowiem kontrolowany przez Samoobronę resort pracy, forsując waloryzację emerytur o inflację plus 20 proc. wskaźnika wzrostu płac (łącznie o 2 proc.). To kosztowałoby jednak dodatkowo 700 mln zł.
Dodatki na dwie modły
Gabinetową inercję starają się wykorzystać posłowie. LPR świętuje po tym, jak Sejmowa Komisja Polityki Społecznej skierowała wczoraj projekt ustawy o świadczeniu zapomogowym do dalszych prac w Komisji. Stało się tak mimo uwag rządu, że nie stać nas na wypłaty 500 zł dwu milionom osób. Liga zakłada, że dodatkowe pieniądze pozyska "ze zwiększonych wpływów podatkowych". Posłowie zignorowali uwagi ZUS-u, który stwierdził, że ustalenie listy "rankingowej" najuboższych emerytów jest trudne do wykonania.
Jakby tego było mało, marszałek sejmu zdecydował wczoraj, że projekt ustawy o dodatku drożyźnianym, autorstwa posłów PO i Samoobrony, także będzie rozpatrywany. Inspirowany przez dziennik "Fakt" pomysł zakłada wypłatę 450 zł tym emerytom i rencistom, których świadczenia są mniejsze od minimalnej pensji. Ma to być odpowiedź na wzrost cen żywności i energii - mimo że dane GUS nie potwierdzają tezy o wysokiej inflacji. - Chcemy pomóc emerytom w najtrudniejszym dla nich okresie - przyznaje Ewa Kopacz (PO), współautorka projektu. Twierdzi, że środki na ten cel (1,35 a może nawet 2 mld zł, jak sugeruje ZUS) można znaleźć w rezerwach celowych w budżecie.
Krytyka