Zgodnie z przewidywaniami, amerykańska elektroniczna giełda Nasdaq nie zrezygnowała z próby przejęcia London Stock Exchange (LSE). Za akcje londyńskiego parkietu zaoferowała 2,7 mld funtów (5,1 mld USD).
Amerykanie starali się o przejęcie LSE na początku roku. Ich oferta, warta 2,4 mld funtów, nie znalazła jednak poparcia kierownictwa londyńskiej giełdy, które domagało się wyższej stawki dla swoich akcjonariuszy. Podobnie jak wcześniej m.in. niemiecka Deutsche Boerse, Nasdaq skapitulował. W odróżnieniu od konkurencji zdołał jednak przekonać część akcjonariuszy LSE do odsprzedania akcji. Zgromadził 25 proc. papierów, praktycznie blokując możliwość przejęcia londyńskiej giełdy innemu inwestorowi.
Nasdaq nie chce stracić dystansu do New York Stock Exchange, konkurentki zza miedzy. Ta ostatnia w czerwcu dogadała się w sprawie transatlantyckiej fuzji z giełdą Euronext, obejmującą parkiety w Paryżu, Brukseli, Amsterdamie i Lizbonie. Od tamtej pory nie ulega wątpliwości, że Nasdaq łatwo nie zrezygnuje z połączenia z LSE, by też zdobyć przyczółek w Europie. Zgodnie z brytyjskim prawem, musiał jednak odczekać pół roku między jedną a drugą ofertą przejęcia.
Amerykańska giełda dokupiła ostatnio 3,75 proc. akcji LSE (w sumie ma 28,75 proc.) po 1243 pensy i tyle samo płaci za resztę. Inwestorzy liczą na więcej, bo wczoraj wywindowali kurs o prawie 6 proc., do 1288 pensów. Zresztą sam Nasdaq nie wyklucza podniesienia ceny, ale tylko wtedy, gdy na przejęcie zgodzą się władze londyńskiej giełdy albo na horyzoncie pojawi się inny chętny do jej zakupu. Dyrektor generalny Nasdaqa Robert Greifeld liczy na rychłe spotkanie z szefem rady nadzorczej LSE Chrisem Gibsonem-Smithem.
Niewykluczone że giełda w Londynie będzie bronić się przed amerykańskim przejęciem, szukając sojusznika w Europie. Analitycy wymieniają m.in. grupę OMX, która skupia giełdy w regionie skandynawskim i państw bałtyckich, ale też Deutsche Boerse.