Optymistycznym wariantem na ostatnią sesję były nie wzrosty, ale wyhamowanie spadków i uspokojenie nastrojów. W giełdowej grze strachu i chciwości na ostatnich sesjach uprzywilejowane były niedźwiedzie, więc każdy negatywny impuls jest teraz trochę przesadnie interpretowany. W poniedziałek tym impulsem okazało się zachowanie giełd azjatyckich. Japoński Nikkei zanotował gwałtowny spadek (o 2,27 proc.) ustawiając nastroje w całym Eurolandzie.
Sesja zaczęła się więc mało przyjemnie, ale spadki nie trwały długo. Zadecydowały dwa czynniki. Od samego początku sesji wyzerowana baza bardzo silnie sprzyjała zamykaniu pozycji przez fundusze arbitrażowe, co wiązałoby się z koszykami zleceń sprzedaży i silną przeceną wartości WIG20. Mimo takiej sytuacji widzieliśmy tylko kilka większych zleceń sprzedaży.
Nie bez znaczenia wydaje się tutaj fakt, że jednocześnie pojawiły się większe zlecenia kupna na spółkach surowcowych i nie przypadkiem było to tuż nad dołkiem z 2 XI. Na kontraktach zabrakło
10 pkt, na indeksie WIG20 14 pkt. Wyraźnie kilku dużych graczy
postanowiło powalczyć o obronę tego poziomu, a taki zwrot tuż nad wsparciem zawsze wzmacnia rynek. Fundusze wykorzystujące arbitraż bezlitośnie w czasie hossy doprowadzały do łamania przez