Reklama

Latynoska hossa z politycznym znakiem zapytania

Od początku hossy, czyli od 2002 r., indeks brazylijskiej giełdy Bovespa wzrósł w ujęciu dolarowym aż ośmiokrotnie

Publikacja: 22.11.2006 07:42

Mówiąc na początku roku, że Ameryka Łacińska daje szanse na zwyżki znacznie większe niż jakikolwiek inny rynek akcji, William Landers, zarządzający latynoamerykańskimi akcjami w funduszach Merill Lynch Investment Managers (teraz BlackRock), nie pomylił się. Inwestorzy z parkietu w peruwiańskiej Limie zarobili od stycznia średnio 130 proc. - to najlepszy wynik wśród wszystkich giełd na świecie. Wenezuela, z ponad 100-proc. stopą zwrotu, jest trzecia. Nawet mimo że na minusie są rynki na Jamajce, w Trynidadzie i Tobago oraz Portoryko, indeksy obejmujące cały region latynoski wzrosły znacznie bardziej niż np. wskaźniki europejskie.

Od początku hossy, czyli od 2002 r., indeks brazylijskiej giełdy Bovespa wzrósł w ujęciu dolarowym aż ośmiokrotnie. W tym samym czasie wskaźniki trzech innych spośród czterech największych rynków wschodzących: Chin, Indii i Rosji (razem z Brazylią klasyfikowanych w jednej grupie i określanych jako BRIC), zwiększyły swoją wartość w dolarach tylko cztero-, pięciokrotnie.

Meksyk zwalnia...

Boom na latynoskich giełdach nakręcany jest w dużej mierze przez szybki rozwój Stanów Zjednoczonych, najważniejszego partnera handlowego tego obszaru, a także przez niesamowity popyt na surowce, w które tamtejsze kraje są bogate. Jednak w sytuacji, gdy amerykańska gospodarka dostała zadyszki, a ceny ropy naftowej, miedzi i innych surowców przestały piąć się w górę, dalsza hossa wcale nie jest pewna.

Spośród trzech największych latynoskich gospodarek - Brazylii, Meksyku i Argentyny - najwięcej, 37 proc., zyskały w tym roku akcje meksykańskie. I przede wszystkim w tym wypadku prognozy są słabe.

Reklama
Reklama

Decyduje uzależnienie od Stanów Zjednoczonych, które kupują ok. 85 proc. meksykańskiego eksportu. Gospodarka USA hamuje, więc zwalnia też Meksyk. W tym roku tempo wzrostu wynieść ma ok. 4,8 proc., najwięcej od sześciu lat, lecz w przyszłym będzie to już tylko 3,5 proc. Za wzrostem kursów nie nadążyła zwyżka zysków, dlatego meksykańskie akcje są stosunkowe drogie w porównaniu z innymi w regionie.

... a Brazylia przyspiesza

Dużo więcej szans na kontynuowanie hossy daje się akcjom brazylijskim. Choć świat wchodzi w fazę wolniejszego wzrostu, tamtejsza gospodarka przyspiesza: w przyszłym roku tempo zwyżki PKB ma wynieść 3,5 proc., w porównaniu z niespełna 3 proc. w tym i 2,3 proc. w zeszłym roku. Pobudzają ją obniżki stóp procentowych. Bank centralny zmniejszył koszty kredytu o 6 pkt proc. w ciągu ostatnich 15 miesięcy, do 13,75 proc. I choć na standardy europejskie czy amerykańskie stopy są wciąż bardzo wysokie, brazylijskie firmy i inwestorzy naprawdę mają się z czego cieszyć - równie taniego kredytu nie mieli od co najmniej 20 lat. Stopy mają spaść do końca przyszłego roku do 12 proc. Według Landersa z BlackRock, skorzysta na tym m.in. branża nieruchomości.

Akcje pierwszej w Brazylii giełdowej firmy deweloperskiej Cyrela Brazil Realty, które są notowane od września zeszłego roku, zyskały w tym czasie ponad 100 proc. Dobre czasy czekają też prawdopodobnie banki i firmy zajmujące się handlem detalicznym. - Banki dopiero teraz stają się prawdziwymi bankami. Nie działają już tylko po to, by kupować obligacje rządowe, lecz zaczęły masowo udzielać pożyczek - podkreśla Bill Rudman z londyńskiej firmy WestLB Mellon Asset Management. W końcu obniżki stóp procentowych powinny też skłonić Brazylijczyków do inwestowania w akcje, bo nie jest to w tym kraju popularna dyscyplina.

Polityczne niepokoje

Inwestowanie w krajach Ameryki Łacińskiej nieodłącznie wiąże się z ogromnym ryzykiem politycznym. Wszyscy mają w pamięci kryzysy finansowe w Meksyku i Argentynie, do których doprowadziły nieodpowiedzialne decyzje administracji. Jeszcze trzy lata temu z tego samego powodu na skraju zapaści stała Brazylia. Polityka latynoskich przywódców, szczególnie w Wenezueli, Boliwii i Argentynie, nie była ostatnio sprzyjająca dla rynków finansowych. Zamiast wykorzystać dobry moment i stymulować koniunkturę, Hugo Chavez czy Evo Morales działają jak hamulcowi, zapowiadając m.in. nacjonalizację prywatnych aktywów. Inwestorzy na szczęście mogli ignorować politykę, bo firmy radziły sobie świetnie bez jej pomocy.

Reklama
Reklama

Jak będzie wkrótce? Największy niepokój budzi sytuacja w Meksyku. Prezydent elekt Felipe Calderon w wyborczym wyścigu wygrał o włos - i, zdaniem jego rywala Andresa Manuela Lopeza Obradora, tylko dzięki fałszerstwu wyników. Popierający Lopeza Obradora chcą torpedować program gospodarczy Calderona, co może być łatwe ze względu na podziały w krajowym Kongresie.

Mimo politycznej zawieruchy ryzyko polityczne w Meksyku jako niskie ocenia guru inwestycyjny, jakim jest Mark Mobius. - Dalej będziemy tam inwestować - zadeklarował Mobius, zarządzający funduszami we Franklin Resources. Ma m.in. akcje Telefonos de Mexico, największego operatora telefonii naziemnej w regionie, oraz spółki Kimberly-Clark de Mexico, produkującej papier.

Co powiedział Lula

Świeżo po wyborach jest też Brazylia, która wybrała na drugą kadencję prezydenta Luiza Inacio Lulę da Silvę. Inwestorzy dobrze przyjęli to zwycięstwo. - Lula powiedział, że inflacja jest dla niego ważna i że nie myśli o wymianie swoich ministrów. Ma wizję kontynuacji, szczególnie jeśli chodzi o obniżki stóp procentowych - tłumaczą lokalni maklerzy. Ambicją prezydenta jest podwojenie tempa brazylijskiego wzrostu gospodarczego.

Do wyborów szykuje się opływająca w ropę Wenezuela i jej kontrowersyjny prezydent Hugo Chavez, który liczy na reelekcję. Pod jego wodzą w tym roku wydatki państwowe wzrosły o ponad połowę, co doprowadziło do najszybszego wzrostu gospodarczego w całym regionie (10,2 proc. w III kwartale)i rozpździło giełdź. Jej główny indeks pierwszy raz przekroczył właśnie 40 tys. punktów.

W ostatnich dniach rekordy biły, lub znacznie się do nich zbliżyły, także wskaźniki giełd w Meksyku, Brazylii, Chile i Argentynie. Spadki cen surowców, z których eksportu słyną latynoskie gospodarki, zdają się nie martwić nikogo.

Reklama
Reklama

- To tylko cykl. Dzięki niskim cenom ropy konsumenci mają więcej pieniędzy na inne wydatki, a gospodarki w Brazylii i za granicą kwitną. Najwięksi potentaci mogą wtedy zwiększyć popyt na brazylijskie metale, papier czy samoloty - tłumaczy pełen optymizmu Regis Abreu, zarządzający w jednej z firm inwestycyjnych w Rio de Janeiro.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama