O tym, że złoty zwyczajowo umacnia się w końcówce roku, było wiadomo od dawna. Jednak skala ostatniego ruchu mogła zaskoczyć nawet optymistów i wprowadziła zupełną dezorientację wśród tych, którzy spodziewali się negatywnego scenariusza, wskazując na zagrożenia natury polityczno-fiskalnej i możliwe przyszłe załamanie koniunktury w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze w końcu września za jedno euro płacono nawet 3,99 zł, a inwestorzy obawiali się kontynuacji zamieszania na scenie politycznej, związanej z wyrzuceniem A. Leppera z rządu. Wskazywano także na możliwe trudności z utrzymaniem deficytu budżetowego w ryzach, a prognozy wzrostu gospodarczego na poziomie 4,6 proc. r./r. w przyszłym roku przedstawiane przez resort finansów krytykowano za zbytni optymizm. Pesymiści wskazywali na możliwe ryzyko pogorszenia się globalnej koniunktury za sprawą załamania się amerykańskiej gospodarki, co miało doprowadzić do wzrostu awersji do ryzyka i odwrotu od rynków wschodzących. Negatywnym czynnikiem miał być także nasz region z Węgrami na czele.
Tymczasem w ostatnich dniach złoty był najmocniejszy w historii, jeżeliby mierzyć jego siłę tzw. odchyleniem od parytetu, które pokonało poziom 20 proc. po mocnej stronie. W ciągu półtora miesiąca nasza waluta zyskała blisko 20 groszy w relacji do euro i dolara. Równie silny ruch odnotował węgierski forint, a do rekordowego poziomu w historii wzrosły czeska i słowacka korona. Inwestorzy zagraniczni przystąpili do swoistego szturmu na nasz region, a o skali ich zainteresowania mogła świadczyć ostatnia aukcja 3-letnich obligacji na Węgrzech, gdzie zgłoszony popyt wyniósł aż 1,3 mld USD. Po tym, jak za tamtejszym premierem murem stanęła cała koalicja, a uliczne protesty zelżały, stało się jasne, że program redukcji ogromnego deficytu budżetowego będzie wdrażany. Mimo że był krytykowany za zbytni fiskalizm, to jednak zyskał poparcie Komisji Europejskiej, a także zaufanie inwestorów. Pozytywnie zaskoczyli także Słowacy, gdzie tamtejszy rząd zdecydował się kontynuować politykę budżetową swoich poprzedników, co dało szanse na przyjęcie euro jeszcze przez końcem tej dekady. Dodatkowo dynamika wzrostu gospodarczego Słowacji mogła przyprawić o zawrót głowy - według wstępnych wyliczeń PKB w III kwartale wzrósł aż o 9,8 proc. r./r. Sentyment był wspierany także przez restrykcyjną politykę prowadzoną przez banki centralne - na Węgrzech stopy procentowe wzrosły do 8 proc., a główna stopa na Słowacji wynosi już 4,75 proc. Na tym tle nieco wyróżniała się nasza RPP, chociaż tutaj inwestorzy za dobrą monetę wzięli kolejne rewizje w górę prognoz tegorocznego wzrostu gospodarczego (może on nawet przekroczyć 5,4 proc. r./r.), a także zapowiedzi resortu finansów odnośnie do możliwości szybszego obniżenia deficytu sektora finansów publicznych (szacunki mówią o 3,5 proc. PKB w 2007 r.).
W ostatnim czasie wzrósł także apetyt na ryzyko wśród zagranicznych funduszy, co było wynikiem przekonania, że amerykańskiej gospodarce nie grozi wyraźne załamanie, a Fed przyjmie raczej bierną postawę w polityce monetarnej przez najbliższych kilka miesięcy, po czym zdecyduje się na obniżkę stóp proc. Ten kontrast z restrykcyjną polityką prowadzoną przez pozostałe banki centralne sprawił, że dolar ponownie znalazł się w defensywie, co doprowadziło do zwiększenia zainteresowania rynkami wschodzącymi.
O tym jednak, że przesadny optymizm może okazać się groźny, świadczy zachowanie surowców, które wcześniej wykazywały pewną korelację. Zachowanie się bardziej wrażliwego na globalne wahnięcia koniunktury rynku towarów pokazało, że obserwowana w ostatnich tygodniach dobra passa w naszym regionie nie musi trwać wiecznie, i głębsza, przynajmniej kilkutygodniowa, korekta może pojawić się już na początku przyszłego roku.
Główny analityk walutowy DM TMS brokers