Coraz bardziej realny staje się strajk generalny w Poczcie Polskiej. Zakończone wczoraj w godzinach porannych negocjacje między kierownictwem przedsiębiorstwa a przedstawicielami związków zakończyły się fiaskiem.

W tracie rozmów udało się uzgodnić 12 z 15 postulatów strajkujących, jednak na przeszkodzie stanęły kwestie płacowe.

Poczta odrzuciła propozycję związkowców, by podnieść minimalną płacę do 1300 zł (z 1100 zł obecnie). Jest gotowa na spełnienie tego postulatu tylko w dużych miastach. Rozbieżność dotyczyła także dostarczania ulotek reklamowych. Następne spotkanie jest zaplanowane na poniedziałek. Oznacza to, że czekają nas co najmniej jeszcze cztery dni protestu listonoszy.

Tymczasem przedstawiciele OPZZ wezwali wczoraj rząd do podniesienia wskaźników wzrostu wynagrodzeń oraz płacy minimalnej. Związkowcy chcą, by w przyszłym roku wzrosły one - odpowiednio - do co najmniej 4,5 proc. oraz 1100 zł. Jednak z rządowych propozycji wynika, że płaca minimalna ma wynieść 936 zł, a wskaźnik przyrostu wynagrodzeń - 3,4 proc. Jan Guz, przewodniczący OPZZ, podkreślił, że jeśli rząd nie spełni tych żądań, to przez kraj może przetoczyć się fala strajków.

- W coraz większej liczbie firm z kapitałem państwowym, w których wzrost wynagrodzeń jest uzależniony od wskaźników przyjętych przez rząd, dochodzi do konfliktów płacowych - powiedział J. Guz. Dodał, że już wkrótce do listonoszy mogą dołączyć pracownicy oświaty.