Otago Capital już rozpoczął penetrację polskiego rynku informatycznego. - Nie interesują mnie duże firmy. Szukam ciekawych pomysłów na produkty z sektora nowych technologii, które w przyszłości będą mogły być sprzedawane na Zachodzie - mówił na piątkowej konferencji prasowej Tad Witkowicz, właściciel funduszu.
Spółki z perspektywami
Amerykański biznesmen polskiego pochodzenia (T. Witkowicz wyjechał z kraju 40 lat temu) jest gotów zainwestować w ciągu najbliższych kilku lat po 2-2,5 mln USD w około dziesięć projektów. Rocznie jest w stanie uruchamiać 2-3 przedsięwzięcia. Horyzont inwestycyjny nie jest ściśle sprecyzowany. - Nie chcemy działać jak typowy fundusz venture capital, który po 5-7 latach czyści portfel - mówił T. Witkowicz.
Otago Capital po 2-3 latach od rozpoczęcia projektu chce pozyskiwać dla niego współinwestora, który weźmie na siebie główny ciężar dalszego finansowania - przede wszystkim budowy międzynarodowej sieci sprzedaży. - Chcemy być funduszem zalążkowym, lokującym w start up?y. Na tego typu inwestycjach można osiągać najwyższe stopy zwrotu, przekraczające kilkaset procent w ciągu kilku lat - tłumaczył T. Witkowicz. Przypomniał, że trzy spółki, które założył i które z sukcesem sprzedał, zaczynały od zera.
Docelowo firmy portfelowe będą sprzedawane inwestorom branżowym. - Duże korporacje szukają niszowych spółek z ciekawymi produktami i chętnie kupują tego typu podmioty - tłumaczył. Alternatywnym sposobem na wychodzenie z inwestycji może być wprowadzenie firm na giełdę. - Nie ma dla nas większego znaczenia, czy będzie to NASDAQ, czy warszawska giełda. Wszystko zależy od tego, gdzie będzie panowała lepsza koniunktura na rynku pierwotnym. Obecnie zdecydowanie łatwiej jest pozyskać pieniądze z giełdy w Warszawie niż w Nowym Jorku - mówił właściciel funduszu.