Nie wyprzedajemy akcji polskich spółek, nasze zaangażowanie na tutejszym rynku nie tylko nie zmniejszyło się, ale nawet wzrosło, patrząc na wartość bezwzględną - twierdzi Mark Mobius, dyrektor zarządzający Franklin Templeton Asset Management. Światowy gigant w branży funduszy inwestycyjnych ulokował w Polsce 500 mln USD. To około 2 proc. całkowitych aktywów zgromadzonych we Franklin Templeton. Jednak udział polskich spółek w portfelu Templeton Eastern Europe Fund zmniejszył się z blisko 40 proc. w 2001 roku do 12,5 proc. obecnie. Wśród dziesięciu największych pozycji, w które fundusz zainwestował znaczną część pieniędzy, jest tylko jedna polska spółka - ING Bank Śląski (4,81 proc. aktywów). To wielkość porównywalna z zaangażowaniem w węgierskim OTP Banku. - Na Węgrzech albo w Turcji możemy znaleźć tańsze spółki - uważa Grzegorz Konieczny, zarządzający i analityk FT. Krzysztof Musialik, analityk FT, dodaje, że choć w Polsce jest dużo dobrych małych i średnich firm, to ich wyceny są zbyt wysokie. Zapewnił, że fundusz nadal szuka okazji inwestycyjnych.
Mobius nadal wierzy w siłę rynków wschodzących. Z jego analiz MSCI Emerging Markets Index, odzwierciedlającego koniunkturę w krajach rozwijających się, obejmujących okres od 1988 r., wynika, że wzrosty były silniejsze i trwały dłużej niż spadki. Przeciętna hossa na rynkach wschodzących trwa bowiem 25 miesięcy i powiększa indeks o 127 proc., a bessa kończy się po ok. 7 miesiącach po 33-proc. spadku.
Dlaczego inwestorzy ufają krajom rozwijającym się? - Bo budują one rezerwy walutowe - twierdzi M. Mobius. W Chinach ich poziom sięga 988 mld USD. Większość z tych środków zdeponowanych jest w amerykańskich papierach skarbowych. Dla porównania - Stany Zjednoczone zgromadziły 56 mld USD rezerw.
Mocną stroną emerging markets, oprócz ciągle wysokiej dynamiki PKB i spadającej inflacji, są konsumenci. Przykład? W Chinach jest 1,3 mld ludzi, a ich siła nabywcza w latach 2001-2005 zwiększyła się o 50 proc. (na rynkach rozwiniętych było to 25 proc.). - Błyskawicznie rośnie liczba użytkowników telefonów komórkowych w tym kraju - rocznie to dodatkowo 50 mln osób - mówi M. Mobius. Jednak głównym powodem napływu pieniędzy funduszy inwestycyjnych do Azji, Ameryki Łacińskiej, Europy Wschodniej i niektórych państw afrykańskich są wciąż niskie wyceny akcji tamtejszych spółek w porównaniu do rynku globalnego.