Reklama

Ukraina idzie do przodu, ale bez rewelacji

Kłótnie partyjne stały się nieodłącznym elementem ukraińskiego folkloru politycznego. Gospodarka i inwestycje zagraniczne jednak rosną, a rząd cieszy się zaufaniem inwestorów

Publikacja: 25.11.2006 07:51

Druga rocznica "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie nie cieszyła jej autorów tak bardzo jak przed rokiem. W rządzie od sierpnia prym wiedzie frakcja "niebieska", jak nazywa się potocznie Partię Regionów, której przewodzi Wiktor Janukowycz. 100 dni nowego gabinetu na Ukrainie, jakie upłynęło w ubiegłym tygodniu, nie cechował spokój na salonach politycznych.

Zamieszanie w polityce

Kłótnie rządzących są nieodłącznym elementem "postpomarańczowej" sytuacji na Ukrainie. Wiele nadziei wiązano z podpisaniem w sierpniu porozumienia pomiędzy głównymi partiami - Uniwersału Jedności Narodowej. Jednak w październiku Nasza Ukraina odeszła z rządu, w którym pozostali socjaliści i Partia Regionów z Wiktorem Janukowyczem na czele. Odejście pomarańczowych, jak nazywa się opozycję spod znaku jeszcze do niedawna rządzącej partii, nie ma wpływu na politykę gospodarczą rządu. Wszystkie ekonomiczne resorty w gabinecie Janukowycza zajmują politycy z jego ugrupowania. Zarówno w momencie obejmowania stanowiska premiera przez szefa Partii Regionów, jak i w trakcie jego rządów inwestorzy z optymizmem podchodzili do przyszłości ukraińskiej gospodarki. "Niebiescy" pomimo że dwa lata temu zwalczali pomarańczową rewolucję, która poprawiła wizerunek Kijowa na Zachodzie, zostali miło przyjęci przez inwestorów. Z Janukowyczem wiązano nadzieje na niższe podatki, przywrócenie specjalnych stref ekonomicznych, przyspieszenie prywatyzacji oraz stabilne ceny na gaz.

Prywatyzacja bez pośpiechu

Prawie czteromiesięczne rządy Partii Regionów nie w pełni spełniły oczekiwania rynku. - Redukcja deficytu budżetowego, który w tym roku osiągnie 2,5 proc. PKB, obecnie jest możliwa jedynie przez szybką sprzedaż majątku państwowego - twierdzi w rozmowie z "Parkietem" Anastasja Nazarenko z banku inwestycyjnego Concorde Capital. Według rządowych planów, do budżetu ma wpłynąć 420 mln dolarów. Jest to ambitny cel, zważywszy że do tej pory państwo uzyskało z prywatyzacji 64 mln USD. Pomimo kiepskich wyników ze sprzedaży spółek rząd optymistycznie patrzy w przyszłość i chce, by z tego tytułu w nadchodzącym roku wpłynęło do kasy państwa 2 mld USD. W prywatne ręce ma przejść prawie 600 podmiotów, jednak nie znajdą się wśród nich wielkie koncerny.

Reklama
Reklama

Na razie największym sprywatyzowanym przedsiębiorstwem jest Kryworiżstal, huta w Krzywym Rogu. W ub. r. za 4,8 mld USD kupił ją koncern Mittal Steel. Niedawno pojawiła się groźba renacjonalizacji zakładów, gdyż zdaniem Walentyny Semeniuk, szefa Funduszu Państwowego Majątku (odpowiednik polskiego ministerstwa skarbu), firma nie wypełniła warunków prywatyzacji. Działania i wypowiedzi Walentyny Semeniuk często opóźniają sprzedaż poszczególnych spółek. Już kilka lat przeciąga się prywatyzacja Ukrtelekomu, operatora telefonicznego, który kontroluje 70 proc. krajowego rynku. Eksperci uważają, że rząd żądając za spółkę 4 mld USD, może mieć problemy ze znalezieniem inwestora.

Firmy z zagranicy mile

widziane

Władze starają się przyciągnąć kapitał również innymi metodami. W ubiegłym tygodniu Werchowna Rada, ukraiński parlament, przyjął ustawę, która pozwala zagranicznym bankom otwierać filie nad Dnieprem. Już teraz pożyczkodawcy spoza Ukrainy obecni są na tamtejszym rynku. Udziały zagranicznego kapitału w ukraińskich bankach sięgają prawie 25 proc. Kijów liberalizuje też prawo w innych kwestiach, gdyż zabiega o przystąpienie kraju do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Ukraina jest już na finiszu tych starań.

Również ministerstwo finansów z Nikołajem Azarowem na czele ma prezent dla zagranicznych przedsiębiorców. Resort zamierza przywrócić specjalne strefy ekonomiczne dla inwestorów, które zostały zniesione w 2005 r. Wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych w tym roku wyniosła już przeszło 3 miliardy dolarów. To o trzy razy więcej niż w 2005 r. Pieniądze z zagranicy napłynęły głównie do branży przemysłowej i nieruchomości. Ludzie nie wierzą we wzrost gospodarczy

Duże zainteresowanie cudzoziemców mieszkaniami doprowadziło w dużej mierze do wzrostu cen na ukraińskim rynku. W Kijowie za metr kwadratowy mieszkania trzeba zapłacić średnio 3100 dolarów. Nie tylko nieruchomości drożeją. Od stycznia ceny wrosły o 8,7 proc. Specjaliści twierdzą, że inflacja zwiększy się pod wpływem zbliżającej się podwyżki cen gazu. W przyszłym roku Rosja będzie sprzedawała Ukrainie surowiec po 130 USD za 1000 metrów sześciennych. Oznacza to, że paliwo będzie droższe o 35 dolarów. Przed objęciem funkcji premiera Wiktor Janukowycz, posiadający dobre stosunki z Kremlem, deklarował, że wynegocjuje tańszy gaz. - Moskwa lubi szefa Partii Regionów, ale w rozmowach o cenie surowca nie będzie kierowała się sympatiami -tłumaczy nam Konstantin Lisnyczyj, analityk banku inwestycyjnego Sokrat. Poza tym Ukraina za pośrednictwem Gazpromu kupuje znaczną część gazu w Turkmenistanie, a tamtejsze władze również zapowiedziały podwyżkę cen surowca. Droższe paliwo może wpłynąć na obniżenie tempa wzrostu PKB. W październiku ukraińska gospodarka rozwijała się w tempie 9 proc. rocznie. Rządowe prognozy na ten rok przewidują, że PKB wzrośnie o 6,5 proc. Poprawy koniunktury nie odczuwa jednak społeczeństwo. Przeszło połowa Ukraińców ankietowanych w październiku przez organizację "Społeczna opinia-Ukraina" uważa, że sytuacja gospodarcza w kraju pogarsza się. Wzrost gospodarczy odczuło zaledwie 10 proc. naszych wschodnich sąsiadów. Pesymizm mieszkańców Ukrainy może dziwić w kontekście danych o bezrobociu. W październiku, według oficjalnych statystyk, stopa bezrobocia spadła do 2,3 proc. Jednak, jak szacuje Międzynarodowa Organizacja Pracy, bez zatrudnienia pozostaje przeszło trzy razy więcej społeczeństwa.

Reklama
Reklama

Giełda zbyt mała

Polityczne zawirowania i rozłamy nie wpływały na notowania ukraińskiej waluty, hrywny. Jej kurs nie jest płynny i reguluje go bank centralny. Gorzej było z oddziaływaniem partyjnych przetasowań na ukraińską giełdę. Latem, do czasu wyboru Janukowycza na premiera, inwestorzy tkwili w uśpieniu. Dopiero w sierpniu PFTS indeks kijowskiej giełdy zaczął rosnąć i w ciągu prawie czterech miesięcy zanotował zwyżkę o 12,9 proc.

Perspektywa w miarę stabilnego rządu uspokoiła graczy, którzy stopniowo wracają do gry. Analitycy twierdzą, że rynek kapitałowy na Ukrainie nie ma tak dużego znaczenia, jak w Polsce czy na Węgrzech. Nad Dnieprem funkcjonuje aż osiem giełd. Ich kapitalizacja jest niska, a płynność notowanych walorów znikoma. Ogółem ukraiński rynek kapitałowy to 4 proc. PKB. Dla porównania, w Polsce udział ten jest prawie dziewięć razy większy. Największym z parkietów na rynku jest kijowska giełda PFTS, której kapitalizacja wynosi około 30 mld dolarów. Branże, jakie reprezentują notowane na niej spółki, to głównie przemysł ciężki i energetyka.

Po pieniądze za granicę

Eksperci zgodnie potwierdzają, że ukraińskie firmy odczuwają głód kapitału. W ubiegłym roku po środki na rozwój na londyńską giełdę wybrały się trzy przedsiębiorstwa: Ukrproduct, Cardinal Resources oraz XXI Century. Do grona spółek debiutujących na zagranicznych parkietach dołączyła Astarta, producent cukru, która weszła w sierpniu na GPW. Miejmy nadzieję, że jej śladem podążą kolejne.

Za tydzień przyjrzymy się sytuacji

Reklama
Reklama

gospodarczej i politycznej Chorwacji

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama