Produkt krajowy brutto był w III kwartale o 5,5 proc. wyższy niż w tym samym okresie ub.r. - oceniają ekonomiści w ankiecie "Parkietu". Nie brakuje i takich, którzy sądzą, że być może wzrost był o "oczko" wyższy od średniej z przewidywań. W konsekwencji mielibyśmy zwyżkę największą od pierwszych miesięcy 2004 r. Ale to może być ostatni tak dobry kwartał. Piątkowe dane o sprzedaży detalicznej (w październiku wzrosła o 13,3 proc., o 1,2 pkt mniej niż we wrześniu) ostudziły nieco nastroje ekonomistów. Niektórzy już nie liczą na 5-proc. wzrost PKB w IV kwartale. Citibank Handlowy mówi teraz o zwyżce rzędu 4,7 proc.
Dwa i pół roku temu struktura wzrostu gospodarczego była zupełnie inna. Był to czas tuż przed i tuż po wejściu Polski do Unii Europejskiej.
Inwestycje zamiast zapasów
Wtedy najważniejszy był "arbitraż taryfowy" - z chwilą akcesu zmieniały się np. stawki podatków pośrednich i ceł i chodziło o to, by zrobić zakupy na zapas albo "obkupić się" taniej tuż po zniknięciu barier handlowych. Efekt? PKB rósł w imponującym tempie, ale w dużej części było to spowodowane wzrostem zapasów.
Teraz zamiast pomagających tylko na krótką metę zapasów mamy inwestycje. Analitycy są dość zgodni, że wzrost nakładów brutto na środki trwałe powinien przekroczyć 14 proc. To by oznaczało, że udało się utrzymać wyjątkowe tempo przyrostu inwestycji zanotowane między kwietniem a czerwcem. Niektórzy ekonomiści są zdania, że dynamika inwestycji lekko przyhamuje, bo rekordowy (najwyższy przyrost inwestycji od ośmiu lat) poprzedni kwartał trzeba uznać za jednorazowy wyskok. Inni są zdania, że dobra tendencja utrzyma się nieco dłużej, m.in. za sprawą napływu pieniędzy z Unii Europejskiej (dla wyników III kwartału nie bez znaczenia może się też okazać fakt, że był to okres poprzedzający wybory samorządowe).