Im bliżej końca roku, tym częściej firmy zastanawiają się nad konsekwencjami wprowadzenia w ustawie o PIT nowej definicji działalności gospodarczej. Przyjęte przez Sejm zmiany krytykuje Konfederacja Pracodawców Polskich. - Dziwi nas atak na samozatrudnionych, skoro tyle się mówi o uelastycznieniu rynku pracy - mówi Andrzej Malinowski, prezydent KPP.
To praca, a nie zlecenie
Chodzi o nowy art. 5b ustawy, który wyłącza z zakresu działalności gospodarczej czynności wykonywane pod kierownictwem zlecającego, przy których odpowiedzialność i ryzyko ponosi nie wykonawca, a zlecający. W takim przypadku kontrola skarbowa może uznać, że mimo zawartych umów mamy do czynienia de facto z umową o pracę. - Zleceniodawca będzie wówczas zobowiązany zapłacić zaległe składki PIT i ZUS wraz z odsetkami. Ryzykuje także odpowiedzialność karną za to, że nie pobierał zaliczek na podatek - przyznaje Robert Kwaśniak, ekspert KPP i były wiceminister finansów. W praktyce oznacza to dużą stratę finansową. Fiskus nie ma bowiem podstaw prawnych, by pomniejszyć należności dotychczasowego zleceniodawcy o składki zapłacone przez jego zleceniobiorcę. Poza tym umowy o pracę opodatkowane są progresywnym PIT, w odróżnieniu od działalności gospodarczej (liniowa stawka 19 proc.).
Przegląd umów
Władze Konfederacji przyznają, że dostają coraz więcej pytań od przedsiębiorców, jak tego uniknąć. - Walcząc z patologiami samozatrudnienia rząd wylewa dziecko z kąpielą - ostrzega Witold Polkowski, ekspert KPP. - Żadna poważna firma nie będzie chciała rozmawiać z prowadzącymi działalność gospodarczą, bo skutki takiej współpracy mogą być bolesne. Zamiast tego rozwijać się będą większe spółki prawa handlowego - dodaje. Prawnicy radzą, by przed 2007 r. zmienić umowy zlecenia w ten sposób, by nie zawierały zapisów o "pracy pod kierownictwem" czy "podziale ryzyka".