Jeśli wierzyć statystykom, z rynku pracy dobiegają same dobre informacje. Bezrobocie spada - z blisko 19 proc. 2 lata temu do 15 proc. obecnie. Jeśli przeliczyć to na liczbę pracowników - spadek wyniósł blisko 600 tysięcy osób. Jednocześnie rejestrowane zatrudnienie zwiększyło się w tym czasie o około 6 proc., czyli o ponad 500 tysięcy osób. Słowem, pozornie mamy do czynienia z idealną sytuacją: bezrobocie spada, bo firmy zatrudniają coraz więcej pracowników, a niemal nikt nie wycofuje się z rynku pracy. Co więcej, spadek bezrobocia odbywa się w umiarkowanym tempie, co powinno powstrzymywać nadmierną presję na wzrost nominalnych płac - grożącą na dłuższą metę wzrostem inflacji. Słowem, same dobre wiadomości.
Niekoniecznie. Bezrobocie w Polsce spada, nie ma dwóch zdań. Tyle że proces ten przebiega w inny sposób, niż to opisuje statystyka publiczna, grożący gospodarce znacznie poważniejszymi napięciami.
Przede wszystkim podawane przez statystykę dane w ogóle do siebie nie pasują. Bezrobocie spadło o 600 tysięcy, zatrudnienie wzrosło o 500 tysięcy osób - w porządku. Ale przecież jednocześnie kilkaset tysięcy osób (może 800 tysięcy, choć nikt nie wie dokładnie ile) wyjechało do pracy za granicą! Przy względnie stabilnej podaży pracy powinno to spowodować spadek stopy bezrobocia o kolejne 4-5 punktów procentowych, a więc w pobliże 10 proc. Oznaczałoby to w praktyce zanik bezrobocia w regionach silnie zurbanizowanych (w okolicach wielkich miast) oraz znaczący spadek tego zjawiska na pozostałych terenach kraju. W większości dużych miast nie można znaleźć ludzi do pracy - zarówno tych wysoko wykwalifikowanych, jak i nisko. Pojawia się silna presja płacowa, pracownicy przestają szanować pracę, firmy produkcyjne zaczynają rozglądać się za możliwością przeniesienia produkcji za granicę. I tylko GUS oraz Ministerstwo Pracy konsekwentnie utrzymują, że żyjemy w kraju wysokiego bezrobocia, a głównym problemem jest to, że firmy płacą ludziom za mało.
Analiza tego, co się dzieje, każe zwrócić uwagę na kilka niebezpiecznych zjawisk.
Po pierwsze, gołym okiem widać, jak wielka jest skala wyłudzeń i nieprawidłowości związanych z wykorzystywaniem przez ludzi statusu bezrobotnego, a w ślad za tym zasiłków i świadczeń, które za bezrobotnych płaci budżet. Prawie milion osób wyjechało za granicę - i najwyraźniej niemal wszyscy nadal utrzymują status bezrobotnego i wyciągają z budżetu zasiłki (choćby w formie pokrywanych za nich kosztów ubezpieczenia zdrowotnego). Z tego, co wiem, jest to zjawisko nagminne, choć teoretycznie najprostsze formy kontroli wystarczyłyby do uniemożliwienia osobie, która np. pracuje od roku w Dublinie, pobieranie świadczeń. Tyle że nikt nie ma ochoty narazić się opinii publicznej i wprowadzić takich kontroli.