Czy to już czas na realizację zysków? Jak długo jeszcze potrwa hossa na giełdzie?
Nikt nie zna na to pytanie odpowiedzi. Patrząc na silny wzrost na giełdzie, od jakiegoś czasu staramy się promować rozwiązania bardziej konserwatywne niż fundusze akcji. Po czterech latach hossy ryzyko jest niewspółmiernie wyższe niż dwa lata temu i nie do końca jestem pewien, czy inwestorzy są na nie przygotowani. Wycena spółek w tej chwili nie jest jeszcze przerażająco wysoka. Ale rynek stanowczo nie jest już tak bardzo atrakcyjny cenowo. Dlatego zalecamy większą ostrożność. Odradzamy spekulacje polegające na przerzucaniu całości swoich aktywów pomiędzy funduszami inwestującymi 100 proc. w określoną klasę aktywów, np. tylko w akcje lub tylko instrumenty rynku pieniężnego, bo nie jesteśmy w stanie przewidzieć, w którą stronę pójdzie rynek. Dlatego strategie mieszane dobrane do naszych potrzeb mogą okazać się optymalnym produktem.
Potencjał polskiej gospodarki sprawia, że warto mieć akcje w portfelu, ale być może w znacznie mniejszym udziale niż ten, jaki dominuje w aktywach funduszy akcyjnych. Stopy zwrotu z produktów czysto akcyjnych nie będą w przyszłości oscylowały na poziomie 40-60 proc. Może będziemy musieli się zadowolić 10-15-procentowym zyskiem.
Jak duże jest ryzyko korekty?
Zwiększająca się dynamika rosnących kursów akcji nieubłaganie przybliża nas do przesilenia. Jeżeli teraz rynek rośnie w tempie 40 proc. rocznie, to w ciągu najbliższych miesięcy korekta będzie nieunikniona. Głębokość korekty jest trudna do oszacowania, ponieważ na sytuację na giełdzie pośrednio wpływa także zmieniająca się struktura oszczędności gospodarstw domowych - przenoszenie pieniędzy z depozytów bankowych do funduszy. I to jest czynnik cały czas opóźniający korektę kursów na GPW. Dlatego też podejrzewam, iż ewentualny spadek indeksów o 15-20 proc. szybko zostanie wykorzystany przez większość zarządzających TFI do zakupów. Podobnie było w maju, co przyczyniło się do lepszych niż w regionie wyników polskich indeksów w całym 2006 roku.