Według Narodowego Banku Rumunii, euro może zastąpić tamtejszego leja już w 2012 roku. Uwzględniający to założenie plan przesłany rządowi mówi o potrzebie zbilansowania wydatków publicznych w sytuacji spadającej inflacji, coraz niższych stóp procentowych, stabilnej waluty i korzystnej sytuacji na rynkach kapitałowych.

- Przestawiliśmy rządowi plan, według którego okres konsolidacji obejmie następne trzy-cztery lata. W tym czasie powinno się dokończyć większość reform strukturalnych - stwierdził szef banku centralnego Rumunii Mugur Isarescu. Ale szczegółów planu nie ujawnił.

Zdaniem Isarescu, Rumunia może wstąpić do tzw. mechanizmu kursowego ERM-2, badającego stabilność walut krajów kandydujących do strefy euro, między 2010 a 2012 r., żeby nie później niż w 2014 r. wprowadzić u siebie wspólną walutę. Pierwotne założenia pozostają więc bez zmian, co nie jest częste w przypadku nowych członków Unii Europejskiej (Rumunia zostanie nim z początkiem przyszłego roku). Termin wprowadzenia euro przełożyły m.in. kraje bałtyckie, a także Węgry i Czechy.

- Ponieważ Słowacja wyskoczyła przed Czechy, to nie wykluczam, że tak samo Rumunia może przyjąć euro przed Węgrami czy innymi nowymi członkami UE - stwierdził Mugur Isarescu. Duże znaczenie ma spadająca inflacja, której roczna stopa w październiku wyniosła w Rumunii 4,8 proc. - najmniej od 17 lat. Jest wyraźnie niższa niż na Węgrzech (6,3 proc.). Zdaniem Isarescu, rekordowo niskie poziomy inflacji nie oznaczają jednak, że jej problem jest już rozwiązany.

Bloomberg