Od tygodni na rynku akcji utrzymuje się ta sama sytuacja. Zarabiają posiadacze akcji średnich i małych spółek. Indeksy MIDWIG i WIRR bez większych korekt biją historyczne rekordy.
Z kolei WIG20 z uporem tkwi
w trendzie bocznym i ma taką samą wartość jak w połowie października. Gdyby indeks blue chips pozostał na obecnym poziomie do końca grudnia, to roczna stopa zwrotu zmalałaby poniżej 20 proc., czyli do poziomu niewiele wyższego niż na początku października (niespełna 14 proc.). To skrajna rozbieżność
w porównaniu z indeksem MIDWIG, którego roczna stopa zwrotu jest bliska 90 proc. Przyczyna nie jest tajemnicą - "kulą u nogi" dla WIG20 są spółki surowcowe. Notowania KGHM, PKN Orlen, Lotosu czy MOL zdecydowanie nie kwalifikują się do tego, by można mówić, że znajdują się w trendzie wzrostowym. Niezbyt odkrywcze jest stwierdzenie, że nie ma pewności, czy ceny surowców będą dalej spadać, pogrążając tym samym notowania wspomnianych spółek. Przykładowo: konsolidacja cen ropy naftowej na poziomie minimów trendu spadkowego może równie dobrze zapowiadać kontynuację tego trendu, jak
i stanowić fazę przejściową przed odbiciem. W końcu zbliżający się początek roku w ostatnich latach zazwyczaj przynosił falę wzrostową na tym rynku. Załóżmy jednak, że tak się nie stanie i w kolejnym roku nie będzie można liczyć na spółki surowcowe. Czy w tej sytuacji WIG20 ma w ogóle szansę na kolejną falę hossy? Pierwsze miesiące tego roku przyzwyczaiły inwestorów do tego, że to KGHM jest niezastąpioną lokomotywą rynku. Obecna sytuacja zdaje się to potwierdzać. Z drugiej strony warto powrócić myślami do sytuacji