Jeśli wierzyć prognozom Alcoa, największego światowego producenta aluminium, przez co najmniej dwa lata można spodziewać się wzrostu cen metalu. Z najnowszych prognoz amerykańskiego koncernu wynika, że do 2008 r. produkcja aluminium nie nadąży za zwyżką popytu. Z jednej strony, jest to zasługa szybko rozwijających się Chin, które potrzebują coraz więcej surowców, a z drugiej - wysokich kosztów energii, które przyczyniają się do zamknięcia niektórych hut, gdzie produkcja stała się nieopłacalna. Państwo Środka przez najbliższe lata będzie zwiększać zapotrzebowanie na aluminium o ponad 10 proc. rocznie, gdy na świecie będzie to wzrost rzędu 3 proc. Choć Chiny same produkują coraz więcej aluminium, nie ma szans, żeby stały się eksporterem netto metalu - twierdzą przedstawiciele Alcoa. Także dane International Aluminium Institute wskazują na przewagę popytu nad podażą. Jak wyliczyła ta instytucja, globalne zapasy aluminium spadły w październiku o 10,9 proc. w skali roku, do 2,87 mln ton. Miesiąc wcześniej spadek wynosił 10,7 proc. W październiku aluminium przybyło jedynie w magazynach w rejonie EMEA

(Europa, Afryka, Bliski Wschód).

Byczych nastrojów na rynku aluminium ostatnio jednak nie widać. Wczoraj w Londynie płacono po 2682 USD za tonę z dostawą za trzy miesiące, w porównaniu z 2700 USD w czwartek i 2678 USD w poprzedni wtorek. Metal, który w maju kosztował powyżej 3300 USD za tonę, najwięcej od 19 lat, w październiku ostro szedł w górę, odrabiając część strat z wakacji.

Ale w listopadzie ta zwyżka się zatrzymała.