Warszawska giełda już raz próbowała sił w zmaganiach o przejęcie kontroli nad innym rynkiem. Prawie trzy lata temu starała się kupić akcje giełdy w Wilnie. Powiązania polskiej gospodarki z litewską były już wówczas dość silne (a teraz, po zakupie Możejek przez Orlen, będą jeszcze silniejsze). Mimo to Litwini nie chcieli warszawskiej giełdy jako inwestora dla swojego parkietu. Sprawę przesądziło to, że rząd w Wilnie nie chciał prywatyzacji, polegającej na sprzedaży akcji firmie... państwowej. Wybór padł więc na Szwedów.
W przypadku prywatyzacji giełdy w Sofii powiązania obu gospodarek nie wydają się atutem. Bułgarom znacznie bliżej do rynku Grecji, czy choćby Węgier. A, przypomnijmy, że giełda w Budapeszcie jest powiązana kapitałowo z austriackim parkietem. Zarówno Ateny, jak i Wiedeń będą zapewne konkurentami GPW w walce o Sofię.
Dodajmy do tego, że status GPW od czasu przetargu na giełdę w Wilnie się nie zmienił. Wszystko to stawia nas w trudnej sytuacji i nie przysparza atutów.
Mamy jednak szanse. Bułgarzy alienowali dotychczas swój rynek kapitałowy. Teraz, gdy wstępują do Unii, będą to zmieniać. Z drugiej strony, nie chcą być zdominowani. Chcieliby pozyskać zagraniczne spółki, zwiększyć kapitalizację, a przede wszystkim nikłe wciąż obroty. Tymi walorami Warszawa może się już pochwalić. Ponieważ przetarg na Sofię potrwa kilka miesięcy, możemy, zyskując nowych zagranicznych emitentów i jeszcze poprawiając płynność, zwiększyć swoje szanse. Wypada się jednak modlić, aby wybierając inwestora dla swojej giełdy, Bułgaria zapomniała, że GPW to firma państwowa.