Oprocentowanie lokat walutowych w polskich bankach jest dużo gorsze od tego, jakie dają na swoich rodzimych rynkach czy też w strefie euro ich inwestorzy strategiczni - wskazuje Emil Szweda z firmy pośrednictwa finansowego Open Finance.
Citibank w Stanach Zjednoczonych oferuje dolarową lokatę roczną za 4,20 proc., a kontrolowany przez niego Bank Handlowy daje ponad połowę mniej, bo tylko 1,6 proc. Z kolei UniCredit we Włoszech proponuje 2,2 proc. dla 12- miesięcznej lokaty w euro, a należący do niego Pekao zapewnia już tylko 0,85 proc. Mniejsze dysproporcje są w Millennium (1,8 proc. za depozyt w euro u nas i 2,4 proc. od portugalskiego Millennium BCP) czy w BZ WBK (1,75 proc. wobec 2,15 proc. w Irlandii od AIB).
- Amerykanie, Włosi i Polacy są klientami tych samych banków, tyle że w różnych częściach świata, i posiadają wszędzie takie same dolary oraz euro - zwraca uwagę analityk Open Finance.
Zdaniem Piotra Gajdzińskiego, rzecznika BZ WBK, nie można twierdzić, że są to te same instytucje. - Nie jesteśmy oddziałem AIB w Polsce, lecz odrębnym bankiem - tłumaczy. - Warunki makroekonomiczne u nas i w Irlandii są inne, inna jest konkurencja oraz pozycja euro w obu krajach - dodaje Piotr Gajdziński. - I to właśnie pozycja waluty na rynku jest podstawowym powodem różnic oprocentowania - usłyszeliśmy w Pekao.
W opinii Andrzeja Powierży, szefa działu analiz DM PKO BP, banki wykorzystują fakt, że Polacy przyzwyczaili się już do niskiego oprocentowania lokat walutowych. - Banki wiedzą, że klienci, decydując się na oszczędzanie w dewizach, nie biorą pod uwagę przychodów z odsetek - podkreśla analityk. - To pokazuje również, że rynek nie jest jeszcze bardzo konkurencyjny - dodaje.