Najbliższe dziesięć lat oznacza dla polskiej elektroenergetyki konieczność wybudowania 8 tys. MW nowych mocy wytwórczych - twierdzi Tomasz Wilczak, wiceminister gospodarki. - Będzie to kosztowało około 6 mld euro - szacuje Krzysztof A. Rozen, partner w KPMG zajmujący się sektorem energetycznym. - Na modernizację i inwestycje ekologiczne trzeba wydać kolejne 10 mld euro - tyle samo potrzebują spółki dystrybucyjne. Mówimy więc o konieczności zainwestowania w energetykę 30-40 mld euro w ciągu najbliższych dziesięciu lat - dodaje.
Warszawa za mała
Tymczasem branża obawia się, że takich środków nie uda się zdobyć. Inwestycje w energetyce finansowane są w połowie z kredytów, a reszta powinna pochodzić z własnych środków. To oznacza, że z giełdy trzeba będzie "ściągnąć" około 20 mld euro (prawie 80 mld zł, przy kapitalizacji wszystkich polskich spółek notowanych na GPW, sięgającej prawie 400 mld złotych). - Obawiam się jednak, że polski rynek kapitałowy nie będzie w stanie zapewnić finansowania w takiej skali - stwierdza Krzysztof Rozen.
Jednak problemy z pojemnością krajowego rynku kapitałowego to niejedyna przeszkoda. Aby pozyskać inwestorów, firmy muszą wykazywać się odpowiednią efektywnością i stopą zwrotu na zainwestowanym kapitale. Do tego potrzebna będzie ich restrukturyzacja i szukanie oszczędności, a z tym, jak już pisaliśmy w "Parkiecie", może być trudno.
- Konsolidacja spółek energetycznych w kształcie zaplanowanym przez rząd będzie po prostu krokiem wstecz. Z pracownikami podpisywane będą rozszerzone umowy społeczne, które ograniczą możliwości restrukturyzacji. To z kolei utrudni podejmowanie nowych inwestycji - stwierdza Paweł Skowroński, prezes BOT Górnictwo i Energetyka. - Gdybyśmy nie zawierali umów społecznych ze związkowcami, żadne zmiany nie byłyby możliwe - tłumaczy wiceminister Tomasz Wilczak.