Jeśli Zakład Ubezpieczeń Społecznych zajmie się wypłatą emerytur z II filaru, to koszty tej operacji nie powinny być wyższe niż 1 proc. środków przekazanych mu przez OFE - uważa resort pracy. Anna Kalata, minister pracy i polityki społecznej, twierdzi też, że Zakład będzie efektywnie zarządzał powierzonymi mu pieniędzmi. Minister przywołuje przykład Funduszu Rezerwy Demograficznej, który w pierwszym półroczu tego roku okazał się lepszy od 9 z 15 OFE, osiągając nieco ponad 5-procentową stopę zwrotu. - Skoro ZUS znalazł fachowców do zarządzania 2 mld zł, to jestem przekonana, że potrafi znaleźć takie osoby do zarządzania Funduszem Emerytur Kapitałowych - twierdzi A. Kalata.
Ministerstwo zakłada, że zasady inwestowania środków i normy ostrożnościowe dla FEK będą określone w ustawie. Na pytanie, czy fundusz będzie podlegał Komisji Nadzoru Finansowego, minister A. Kalata odpowiedziała, że tego założenia nie przewidują. Co się stanie, jeśli inwestycje okażą się nietrafione? - Ostatecznym gwarantem jest Skarb Państwa - mówi szefowa resortu pracy.
Niekompletne wyliczenia
Pieniądze z budżetu zasilą także FEK w okresie przejściowym, czyli przez kilka pierwszych lat, kiedy wpłacane doń przez OFE aktywa będą za małe, żeby pokryć jego koszty stałe. Ministerstwo nie wyliczyło jeszcze całkowitych kosztów funkcjonowania FEK. - Wystąpiliśmy o ich przedstawienie do departamentu analiz i prognoz ekonomicznych - mówi Marek Bucior, dyrektor departamentu ubezpieczeń społecznych. Szacunek powinien być znany w ciągu dwóch tygodni.
Wybór ZUS-u jako instytucji zarządzającej środkami z II filaru oznacza odrzucenie wariantu rynkowego, np. powierzenie tej roli ubezpieczycielom. Ministerstwo pracy twierdzi, że prywatne firmy mogłyby wziąć nawet 7-procentową prowizję. Resort nie p0prosił jednak samych zainteresowanych o przedstawienie odpowiednich wyliczeń.