W listopadzie ceny miedzi spadły o 4,1 proc., po ponad 2-proc. przecenie w październiku. Także pierwszą grudniową sesję czerwony metal zapisał na minus.
W Londynie za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono w piątek po południu 6990 dolarów. W porównaniu z czwartkiem notowania spadły o 1,2 proc. Przyczyniła się do tego m.in. informacja o wzroście zapasów metalu w magazynach w USA. Podskoczyły w ciągu trzech pierwszych dni minionego tygodnia o 7,3 proc., do poziomu najwyższego od ośmiu miesięcy. Stany Zjednoczone są, obok Chin, największym konsumentem metali na świecie. Sporo miedzi zużywa tam sektor budownictwa mieszkalnego, w którym to koniunktura od jakiegoś czasu wyraźnie siadła.
Dodatkowo podgrzane zostały obawy o możliwość większego spowolnienia w całej amerykańskiej - a nawet światowej - gospodarce. Ujawniły się po publikacji wskaźnika Instytutu Zarządzania Podażą, mierzącego aktywność w przemyśle. Miał w listopadzie wartość 49,5 pkt, po raz pierwszy od trzech lat poniżej 50 pkt, co oznacza dekoniunkturę w tym dziale gospodarki.
Mimo wszystko część analityków wskazuje jednak na możliwość odbicia na rynku miedzi w najbliższym czasie. Biorą pod uwagę wąskie gardło, jakim stały się kopalnie rudy miedzi. Z badań International Copper Study Group wynika, że w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku możliwości hut miedzi regularnie rosły, jednak nie nadążały za nimi możliwości kopalni, czy dostawców surowca. Przesądziły spowodowane strajkami przestoje w pracy, m.in. w chilijskiej kopalni Escondida.