Niższa izba niemieckiego parlamentu, głosami koalicyjnych partii chadeków i socjaldemokratów, przyjęła w czwartek bez większych poprawek projekt nowych przepisów telekomunikacyjnych. Przeszedł m.in. zapis dający Deutsche Telekomowi, byłemu monopoliście w dziedzinie telefonii, wyłączne prawo do decydowania o dostępie do sieci światłowodowej, którą sam buduje.
Komisja zirytowana...
Niemcy nie wzięły więc pod uwagę zaleceń Komisji Europejskiej, by nie ograniczać konkurencji i dać wszystkim firmom równy dostęp do światłowodów. W połowie grudnia nad ustawą głosować będzie izba wyższa (Bundesrat), a do wejścia przepisów w życie potrzebny będzie jeszcze podpis prezydenta Horsta Kohlera.
Unijni urzędnicy nie czekają. - Kroki prawne będą podjęte szybko i bez żadnych ustępstw - zareagowała natychmiast komisarz Viviane Reding, odpowiadająca w komisji za łączność i media. Pierwsze ostrzeżenie wysłała już w lutym, przypominając, że uprzywilejowana pozycja Deutsche Telekomu w dostępie do sieci światłowodowej będzie oznaczała tworzenie nowego monopolu. Kraje zwykle dostają dwa ostrzeżenia i mają po dwa miesiące, żeby się do nich ustosunkować.
Deutsche Telekom straszył, że jeśli jego sieć światłowodów, której koszt budowy to 3 miliardy euro, nie zyska prawnej ochrony, nie będzie w nią wkładać więcej pieniędzy. Telekomunikacyjny gigant tłumaczył, że jeśli do kabli zyskają dostęp inni gracze, inwestycja mu się nie zwróci. - To poważna sprawa dla Deutsche Telekomu, bo rozprawy sądowe nie są dobrą drogą do rozwijania inwestycji - stwierdziła komisarz Reding w wypowiedzi dla agencji Bloomberga. - Najlepsze inwestycje wychodzą w warunkach wolnej konkurencji i otwartego rynku - dodała.