Około 480 mln zł w przyszłym roku "zarobi" Narodowy Fundusz Zdrowia dzięki przerzuceniu na kierowców kosztów leczenia ofiar wypadków. Rada Ministrów przyjęła wczoraj projekt zmian w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz ustawie o ubezpieczeniach obowiązkowych. Po ich wprowadzeniu polisy OC od kierowców pokrywać mają także szkody komunikacyjne wyrządzone osobom trzecim - m.in. NFZ. I tak od kwietnia 2007 r. 12 proc. składek ma trafiać bezpośrednio na konta Funduszu. To oznacza, że ubezpieczyciele zmuszeni będą do podwyższenia cen polis komunikacyjnych.
Branża niezadowolona
Nic więc dziwnego, że Polska Izba Ubezpieczeń protestowała przeciwko pomysłom Ministerstwa Zdrowia. Alarmowała, że większe składki doprowadzą do wzrostu liczby kierowców jeżdżących bez OC. Wskazywała, że rząd łagodzi problemy finansowe NFZ, sięgając do kieszeni firm ubezpieczeniowych (pieniądze będą przekazywane do Funduszu ryczałtowo, niezależnie od kosztów leczenia ofiar wypadku). Ale jedyne, co PIU wywalczyła, to zmniejszenie części składki OC, która trafi do NFZ, z 20 do 12 proc.
Resort kierowany przez Zbigniewa Religę powoływał się na przykłady takich państw, jak Belgia, Dania czy Francja, gdzie ubezpieczyciele od dawna partycypują w kosztach leczenia poszkodowanych (oddają między 10 a 18 proc. OC). Zapewniał też, że w budżecie NFZ utworzona zastanie rezerwa, do której będą trafiać składki. To ma zagwarantować czytelność wprowadzanego systemu.
Wyniszczająca walka