Pod koniec listopada, po kilku dniach wzrostu kursu, wiceprezes Interferii sprzedał swoje akcje. Na kolejnych sesjach notowania dalej zwyżkowały. A inwestorzy zastanawiali się, czy zarządzający po prostu pękł, czy może coś wie.

Wczoraj rano mogło się wydawać, że wyszło szydło z worka - spółka obniżyła prognozy, a początek sesji przypominał rzeź. Oczywiste byłoby pytanie: czy wiceprezes wiedział i odpowiednio wcześnie wyszedł z inwestycji oraz czy zarządzający, odpowiedzialny za pion finansowy firmy, może swobodnie handlować papierami na kilka dni przed publikacją cenotwórczego komunikatu? Zobaczymy, co na to KNF.

Niezależnie od efektów pracy KNF, wiceprezes może pluć sobie w brodę. Dziś jego pakiet byłby o wiele cenniejszy. Bo Interferie zaskoczyły. Kurs ostatecznie się odbił, a w ciągu dnia ustanawiał kolejne historyczne rekordy. Może to już jest karą?