Nie było niespodzianki: podstawowa stopa procentowa w Eurolandzie wzrosła wczoraj o 25 punktów bazowych, do 3,5 proc. Możliwe są kolejne podwyżki, choć już nie tak częste, jak do tej pory. Ekonomiści prognozują, że na koniec przyszłego roku stopy sięgną 4 proc.
Europejski Bank Centralny (EBC), który wczoraj podniósł stopy po raz szósty od grudnia zeszłego roku - od ostatniej podwyżki upłynęły dwa miesiące - wciąż boi się wybuchu inflacji. Obecne prognozy wskazują, że zarówno w tym, jak i w przyszłym roku średnie tempo wzrostu cen w krajach strefy euro wyniesie 2,4 proc., czyli będzie wyższe od docelowych 2 proc. Dlatego Jean-Claude Trichet, prezes EBC, wczoraj znów podkreślił, że stopy w strefie euro pozostają niskie, przygotowując rynek do dalszego zacieśniania polityki.
Na razie wzrost stóp nie szkodzi europejskiej gospodarce. W tym roku produkt krajowy państw Dwunastki ma się zwiększyć o 2,7 proc., co byłoby najlepszym wynikiem od sześciu lat. Gospodarka nie stoi wyłącznie eksportem, jak w minionych latach - ruszyły inwestycje, więcej pieniędzy wydają konsumenci. Stopa bezrobocia w strefie euro w październiku spadła do poziomu najniższego od ponad pięciu lat.
Zwalniająca gospodarka amerykańska, umacniające się euro i podwyżka podatku VAT w Niemczech, największej gospodarce Eurolandu, nie wróżą jednak dobrze, co Europejski Bank Centalny będzie musiał wziąć pod uwagę. Przeważyć mogą jednak obawy o wysoką inflację, nakręcaną przez pracowników żądających wyższych płac. Według średnich prognoz, eurostopy znów podskoczą o 25 pb. w marcu przyszłego roku, a potem w IV kwartale.
W przyszłym roku możliwa jest też podwyżka stóp przez Bank Anglii, który wczoraj pozostawił je na niezmienionym poziomie. Główna, która od sierpnia wzrosła dwukrotnie, wynosi 5 proc. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami rynku.