Reklama

Stanley Druckenmiller: Chroń kapitał, łap oka

Osiągnięcie niemal 40-procentowej stopy zwrotu na 100-milionowym portfelu jest imponujące, jednak powtórzenie tego wyniku na wielomiliardowym funduszu to już naprawdę nie lada wyczyn. Stanley Druckenmiller należy do nielicznych zarządzających, którym się to udało

Publikacja: 08.12.2006 07:49

Gracze giełdowi, którzy nie wierzą w skuteczność metod Warrena Buffeta, twierdzą, że czas inwestycji długoterminowych i konserwatywnych metod zarządzania już dawno minął. Dziś, aby osiągnąć prawdziwy sukces na rynku, trzeba o wiele więcej. Przyszłość należy do osób o szerokich horyzontach, które potrafią wykorzystać pełen wachlarz dostępnych możliwości, aby zwiększać zysk. Nie wystarczy znać zasady "inwestowania w wartość" - trzeba radzić sobie z portfelem złożonym z walut, towarów, instrumentów pochodnych oraz akcji spółek z całego świata. Choć nie jest to łatwa sztuka, istnieją menedżerowie, którzy zdołali ją opanować. Należy do nich Stanley Druckenmiller.

Początki godne mistrzów

Zarówno edukacja, jak i kariera Stanleya Druckenmillera od początku związane były z biznesem i rynkiem kapitałowym. Po ukończeniu college?u i zdobyciu podstawowego wykształcenia ekonomicznego przyszły zarządzający udał się na Uniwersytet w Michigan. Trudno było mu jednak znaleźć tam swoje miejsce. Program nauczania wydawał mu się zbyt teoretyczny, a możliwości jego praktycznej aplikacji były naprawdę znikome. Nic więc dziwnego, że już w trakcie drugiego semestru nauki Druckenmiller zdecydował rozstać się z uczelnią. Pomimo niepełnego wykształcenia nie musiał długo borykać się z poszukiwaniem pracy. Szybko udało mu się zdobyć praktykę w Pittsburg National Bank. Tam pewnego dnia odebrał telefon od swojego przełożonego:

- Słyszałem, że studiowałeś na Uniwersytecie w Michigan? - usłyszał w słuchawce.

- Tak, to prawda.

Reklama
Reklama

- Świetnie, jesteś przyjęty.

Tym sposobem Druckenmiller zdobył swoją pierwszą pracę - został analitykiem branży bankowej i chemicznej.

Praca bardzo mu odpowiadała. Stanley zjawiał się w biurze już o godzinie szóstej i pozostawał do późna w nocy. Nowa profesja niezwykle go pasjonowała i dawała mu dużą satysfakcję. Czym dokładnie zajmował się przyszły wielki menedżer? Przygotowywał rekomendacje. Opracowywane przez niego raporty trafiały następnie przed oblicze "rady inwestycyjnej", przed którą musiały uzyskać poparcie większości. Jeżeli tak się stało, rekomendowane spółki trafiały na listy papierów, które menedżerzy mogli umieszczać w swoich portfelach inwestycyjnych. Jeżeli akcje otrzymały rekomendację negatywną ("sprzedaj" lub "redukuj"), zostawały z takiej listy usuwane.

Kariery ciąg dalszy

Pomimo niewątpliwie ogro- mnego zaangażowania, jakie Druckenmiller przejawiał w pracy, jego dziewicze raporty inwestycyjne nie zyskiwały zbyt dużego poklasku. Sam guru szczególnie zapamiętał swoje pierwsze opracowanie dotyczące sektora bankowego. Gdy z dumą zaprezentował swoim przełożonym wielostronicowy obszerny dokument, badający wnikliwie niemal każdy aspekt funkcjonowania branży, szef działu analiz przejrzał raport i powiedział krótko: "To jest bezużyteczne." Dlaczego? W opracowaniu nie było ani słowa o tym, jakie czynniki sprawiają, że ceny rosną lub spadają.

Ten prztyczek w nos dał Druckenmillerowi sporo do myślenia. Zaczął badać zachowania kursów akcji i ich współzależność z różnymi wskaźnikami na rynku. Co odkrył? W większości przypadków kluczowym czynnikiem okazywał się zysk w bieżącym okresie. Były jednak wyjątki. Na przykład dla sektora chemicznego o wiele ważniejsze są zdolności wytwórcze. Jest to nawet lepszy wskaźnik niż malejące lub rosnące zyski. Sytuacja, gdy moce wytwórcze plasują się na niskim poziomie, a na horyzoncie pojawia się bodziec, który może przyczynić się do wzrostu popytu, to idealna okazja do kupna akcji.

Reklama
Reklama

W wieku 25 lat Druckenmiller został przez przełożonych awansowany na szefa działu analiz. Stanley ogromnie się zdziwił, gdy usłyszał o awansie - miał wówczas najkrótszy staż i był najmniej doświadczonym analitykiem w instytucji. Od swojego szefa usłyszał, że decyzja ta wynika z tego samego powodu, z którego wysyła się osiemnastolatków na wojnę. Zdaniem przełożonego, po kilku latach topornego rynku niedźwiedzia w sektorze małych spółek, w powietrzu wisiał dynamiczny ruch cen w kierunku północnym. Tylko Druckenmiller - młody i niedoświadczony pracownik, któremu nie udzielił się panujący pesymizm - mógł być na tyle odważny, by wziąć w tym ruchu udział.

Faktycznie, ówczesny szef znanego menedżera nie pomylił się wiele. Stanley spełnił wszystkie pokładane w nim nadzieje. Gdy w latach 70. obalony został szach Iranu, Druckenmiller ulokował 70 procent kapitału w spółkach paliwowych, a resztę w firmach zajmujących się produkcją broni. Jakkolwiek ryzykowna była to decyzja, okazała się niezwykle skuteczna. Na tyle skuteczna, że wyniosła Stanleya na szefa całego działu inwestycji Pittsburg National Bank. Pomimo że była to dość lukratywna posada, w 1980 roku Druckenmiller zdecydował się opuścić bank, aby założyć własną firmę - fundusz inwestycyjny Duquesne Capital Management. Działalność rozpoczął z jednym milionem dolarów kapitału startowego, a już w 1982 roku miał pod kontrolą 7 mln. Wówczas jednak jeden z jego kluczowych klientów zbankrutował. Sytuacja funduszu stała się na tyle tragiczna, że tylko radykalne kroki mogły uratować sytuację. Słynny inwestor, przewidując spadek stóp procentowych, zdecydował się ulokować wszystkie pieniądze w kontraktach na bony skarbowe. Niestety, Stanley pomylił się co do sytuacji na rynku. Skutek? W ciągu czterech dni fundusz Druckenmillera stracił wszystkie pieniądze. Na domiar złego, okazało się, że w późniejszym czasie stopy rzeczywiście spadły, i gdyby tylko menedżer zostawił sobie więcej gotówki na zabezpieczenie, mógłby zarobić krocie. Firma co prawda została uratowana dzięki zewnętrznemu inwestorowi (fundusz istnieje do dziś), ale sam wielki inwestor wyciągnął z tego wypadku jeden ważny wniosek - nawet jeżeli ma się rację na rynku, wciąż można stracić pieniądze.

Osobisty guru

Jednym z największych marzeń Druckenmillera dotyczących kariery zawodowej było pracować dla George?a Sorosa. Popularny trader podziwiał go tak bardzo, że mawiał wręcz o nim, że jest największym inwestorem giełdowym, jaki kiedykolwiek żył. Nic dziwnego, że w 1987 roku, gdy tylko nadarzyła się okazja pracy w Quantum Fund - wehikule inwestycyjnym Sorosa - Stanley natychmiast z niej skorzystał. Tam szybko awansował. Gdy pod koniec lat 80. Soros bardziej niż zarządzaniem pieniędzmi zajął się wspomaganiem przemian demokratycznych w Europie Wschodniej, Druckenmiller praktycznie został jego sukcesorem w funduszu. Współpracę z węgierskim inwestorem kontynuował aż do 2000 roku, kiedy stracił stanowisko, ponieważ poniósł bardzo duże straty na akcjach spółek technologicznych.

Z czego najbardziej znany jest Stanley Druckenmiller? Z pewnością z imponujących wyników, jakie osiąga zarządzając pieniędzmi. Najdłuższa możliwa do zbadania miara skuteczności słynnego inwestora to wyniki jego funduszu powstałego w 1980 roku. Średnia roczna stopa zwrotu mierzona od tego czasu wynosi, bagatela, 37 procent. Zdaniem popularnego menedżera, bliższa rzeczywistości byłaby liczba reprezentująca średnie stopy zwrotu dopiero po 1986 roku, ponieważ wówczas to Druckenmiller zmienił zupełnie strukturę portfela, by dostosować ją do swoich zasad, którymi kieruje się do dziś. Obliczony w ten sposób wynik to aż 45 procent.

Pionek czy królowa?

Reklama
Reklama

W jaki sposób Stanley Druckenmiller zdołał osiągnąć tak pokaźną stopę zwrotu? Zdaniem tego inwestora nadzwyczajne zyski wymagają dwóch kluczowych elementów: ochrony kapitału i wykorzystywania intratnych okazji. Słynny zarządzający uważa, że na rynku trzeba być odważnym i zdolnym postawić wszystko na jedną kartę, jeśli ma się silne przekonanie o swojej racji. W takich chwilach warto wręcz posiłkować się lewarowaniem, aby osiągnąć lepsze efekty. W ten sposób - unikając lat stratnych i uzyskując od czasu do czasu dwu- lub trzycyfrowe stopy zwrotu - inwestor jest w stanie osiągnąć ponadprzeciętne wyniki.

Kolejna lekcja, wyciągnięta z doświadczeń brzmi: jeśli popełnisz błąd, napraw go natychmiast. Sam Druckenmiller popełnił okropny błąd i w dniu krachu, 19 października 1987. Gdy S&P stracił ponad 20 procent, posiadał w portfelu lewarowaną pozycję długą. Gdy zdał sobie sprawę z pomyłki, natychmiast zareagował i odwrócił pozycję tak, że dzień udało mu się zakończyć z małym zyskiem. Gdyby miał mniej otwarty umysł i obstawał przy swojej początkowej decyzji, skutki byłyby opłakane. Umiejętność zaakceptowania nieprzyjemnych prawd i szybkiej reakcji to cechy wielkiego tradera.

Jeżeli chodzi o ocenę kondycji rynku, Druckenmiller zwraca szczególną uwagę na dwa czynniki - analizę techniczną oraz ilość gotówki na rynku. Gdy dochodzi do wyboru pojedynczych papierów, znany inwestor uważa, że w pierwszej kolejności należy określić czynniki, które wpływają na cenę waloru. Dopiero następnie, w oparciu o posiadane prognozy, należy podjąć decyzje dotyczące konkretnych akcji.

Szeroka dywersyfikacja pomiędzy różnymi rynkami i instrumentami to kolejny element sukcesu Druckenmillera. Duża elastyczność pozwala mu lawirować pomiędzy walutami, towarami czy akcjami i wyszukiwać najbardziej lukratywne okazje. Co więcej, wbrew powszechnej opinii, portfel inwestycyjny nie musi być ciągle po brzegi wypełniony akcjami i innymi instrumentami. Jeżeli jesteśmy przekonani o nadchodzących spadkach, warto sprzedać nawet wszystkie walory lub posunąć się jeszcze dalej i odwrócić pozycję na krótką. W pewnym sensie giełda jest jak szachy: królowa, która może poruszać się we wszystkie strony, jest o wiele groźniejsza od pionka, który może kroczyć jedynie do przodu.

Ostatni wniosek, jaki nasuwa się po przestudiowaniu życiorysu Stanleya Druckenmillera, można sformułować następująco: jeżeli z jakiegoś powodu musisz wygrać, na pewno przegrasz. Sam guru zarządzania w akcie desperacji zainwestował mnóstwo pieniędzy w bony skarbowe, po czym wszystko stracił. Zbyt duża chciwość i lekkomyślność na rynku zatruwa transakcję - staje się przyczyną braku planowania i nadmiernej dźwigni. Rynek natomiast jest niewzruszony i rzadko kiedy toleruje lekkomyślność wynikłą z transakcji zrodzonych w desperacji.

Reklama
Reklama

Stanley Druckenmiller

Notka biograficzna:

Studiował na Uniwersytecie

w Michigan. W trakcie

błyskawicznej kariery pracował

Reklama
Reklama

w Pittsburg National Bank,

Dreyfus Fund oraz dla George?a Sorosa w Quantum Fund.

Obecnie prowadzi własny fundusz.

Zatrudniony:

Duquesne Capital Management

Reklama
Reklama

Największy sukces:

Osiągnięta przez niego

średnia roczna stopa zwrotu

liczona od początku 1986 roku

wynosi 45 proc.

Największa porażka:

W 1982 roku z powodu zbyt dużej dźwigni finansowej w ciągu czterech dni stracił wszystkie pieniądze.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama