W wieku 25 lat Druckenmiller został przez przełożonych awansowany na szefa działu analiz. Stanley ogromnie się zdziwił, gdy usłyszał o awansie - miał wówczas najkrótszy staż i był najmniej doświadczonym analitykiem w instytucji. Od swojego szefa usłyszał, że decyzja ta wynika z tego samego powodu, z którego wysyła się osiemnastolatków na wojnę. Zdaniem przełożonego, po kilku latach topornego rynku niedźwiedzia w sektorze małych spółek, w powietrzu wisiał dynamiczny ruch cen w kierunku północnym. Tylko Druckenmiller - młody i niedoświadczony pracownik, któremu nie udzielił się panujący pesymizm - mógł być na tyle odważny, by wziąć w tym ruchu udział.
Faktycznie, ówczesny szef znanego menedżera nie pomylił się wiele. Stanley spełnił wszystkie pokładane w nim nadzieje. Gdy w latach 70. obalony został szach Iranu, Druckenmiller ulokował 70 procent kapitału w spółkach paliwowych, a resztę w firmach zajmujących się produkcją broni. Jakkolwiek ryzykowna była to decyzja, okazała się niezwykle skuteczna. Na tyle skuteczna, że wyniosła Stanleya na szefa całego działu inwestycji Pittsburg National Bank. Pomimo że była to dość lukratywna posada, w 1980 roku Druckenmiller zdecydował się opuścić bank, aby założyć własną firmę - fundusz inwestycyjny Duquesne Capital Management. Działalność rozpoczął z jednym milionem dolarów kapitału startowego, a już w 1982 roku miał pod kontrolą 7 mln. Wówczas jednak jeden z jego kluczowych klientów zbankrutował. Sytuacja funduszu stała się na tyle tragiczna, że tylko radykalne kroki mogły uratować sytuację. Słynny inwestor, przewidując spadek stóp procentowych, zdecydował się ulokować wszystkie pieniądze w kontraktach na bony skarbowe. Niestety, Stanley pomylił się co do sytuacji na rynku. Skutek? W ciągu czterech dni fundusz Druckenmillera stracił wszystkie pieniądze. Na domiar złego, okazało się, że w późniejszym czasie stopy rzeczywiście spadły, i gdyby tylko menedżer zostawił sobie więcej gotówki na zabezpieczenie, mógłby zarobić krocie. Firma co prawda została uratowana dzięki zewnętrznemu inwestorowi (fundusz istnieje do dziś), ale sam wielki inwestor wyciągnął z tego wypadku jeden ważny wniosek - nawet jeżeli ma się rację na rynku, wciąż można stracić pieniądze.
Osobisty guru
Jednym z największych marzeń Druckenmillera dotyczących kariery zawodowej było pracować dla George?a Sorosa. Popularny trader podziwiał go tak bardzo, że mawiał wręcz o nim, że jest największym inwestorem giełdowym, jaki kiedykolwiek żył. Nic dziwnego, że w 1987 roku, gdy tylko nadarzyła się okazja pracy w Quantum Fund - wehikule inwestycyjnym Sorosa - Stanley natychmiast z niej skorzystał. Tam szybko awansował. Gdy pod koniec lat 80. Soros bardziej niż zarządzaniem pieniędzmi zajął się wspomaganiem przemian demokratycznych w Europie Wschodniej, Druckenmiller praktycznie został jego sukcesorem w funduszu. Współpracę z węgierskim inwestorem kontynuował aż do 2000 roku, kiedy stracił stanowisko, ponieważ poniósł bardzo duże straty na akcjach spółek technologicznych.
Z czego najbardziej znany jest Stanley Druckenmiller? Z pewnością z imponujących wyników, jakie osiąga zarządzając pieniędzmi. Najdłuższa możliwa do zbadania miara skuteczności słynnego inwestora to wyniki jego funduszu powstałego w 1980 roku. Średnia roczna stopa zwrotu mierzona od tego czasu wynosi, bagatela, 37 procent. Zdaniem popularnego menedżera, bliższa rzeczywistości byłaby liczba reprezentująca średnie stopy zwrotu dopiero po 1986 roku, ponieważ wówczas to Druckenmiller zmienił zupełnie strukturę portfela, by dostosować ją do swoich zasad, którymi kieruje się do dziś. Obliczony w ten sposób wynik to aż 45 procent.
Pionek czy królowa?