Po dwóch tygodniach wzrostu, ten stoi pod znakiem spadków na rynku złota. Przyczyna jest prosta: dolar przestał tracić do euro, więc inwestorzy nie mają powodu, żeby sięgać po kruszce jako środek pozwalający zabezpieczyć swój kapitał. Notowania złota w transakcjach natychmiastowych spadły wczoraj do 626,5 USD za uncję, czyli o niecały 1 proc. Od poprzedniego czwartku - wtedy złoto kosztowało

648 USD za uncję i było najdroższe od sierpnia - obniżyły się jednak już o ponad 3 proc. Spadek notowań dolara (i w konsekwencji wzrost cen złota) został wywołany oczekiwaniami, że amerykańska Rezerwa Federalna zacznie wkrótce obniżać stopy procentowe, podczas gdy w innych gospodarkach wciąż one rosną. Wczoraj kredyt zdrożał w strefie euro, po raz szósty w ciągu trzynastu miesięcy, o 25 punktów bazowych, do 3,5 proc. To była jednak powszechnie oczekiwana decyzja, więc nie wpłynęła na rynek walutowy. Teraz piłeczka jest po stronie Fedu, który podejmie decyzję 12 grudnia. Stóp prawdopodobnie nie ruszy, ale może dać wskazówkę co do przyszłej polityki. Spadki złota mogą okazać się przejściowe ze względu

na popyt jubilerów, którzy wykorzystują takie okazje do zakupów. Jak mówią najnowsze dane World Gold Council, szczególnie silny popyt jest w Indiach.

W III kwartale tamtejsze zapotrzebowanie na złoty kruszec sięgnęło 164,8 ton, czyli było

o 16 proc. większe od zeszłorocznego. Na całym świecie popyt na złoto spadł zaś o 2 proc. Jak twierdzą specjaliści, gracze z Indii chętnie kupowali ostatnio złoto, gdy cena spadała w okolice 630 USD za uncję.