Po blisko miesięcznym namyśle Ministerstwo Skarbu Państwa zdecydowało, że nie warto wchodzić w otwarty konflikt z pracownikami Zakładów Azotowych Puławy. Przy pomocy zarządu największy akcjonariusz spółki zdecydował się zamknąć usta załogi, oferując jej rekompensatę za utracone dywidendy.
Nagłej zmiany stanowiska MSP nie należy zapewne przypisywać zbliżającym się świętom, a raczej twardym argumentom, jakie mieli w ręku reprezentujący załogę związkowcy. Nie chodzi tu o groźbę demonstracji przed siedzibą ministerstwa (warto przypomnieć, że resort nie ugiął się, gdy w sprawie akcji pracowniczych demonstrowała załoga Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa).
Mówiąc o argumentach myślę raczej o zapowiedziach zaskarżenia proponowanych i przyjętych głosami Skarbu Państwa uchwał walnego zgromadzenia akcjonariuszy, dotyczących dnia dywidendy. Są one sprzeczne z regulaminem giełdy i kodeksem dobrych praktyk. Jest duża szansa, że gdyby pracownicy poszli do sądu, to sprawę by wygrali. A wtedy Ministerstwo Skarbu Państwa straciłoby podwójnie - na honorze i finansowo. Jednak do tego nie dojdzie.
Pracownicy puławskich azotów uzyskali to, co chcieli - otrzymają należne im pieniądze. I trudno im się dziwić, że nie chcą walczyć dalej. Jednak z prawnego punktu widzenia sprawa powinna mieć ciąg dalszy. Gdyby znalazł się akcjonariusz spółki, który był obecny na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy w trakcie podejmowania przedmiotowych uchwał, mógłby zaskarżyć decyzję walnego. Jednak zapewne się nie znajdzie, a problem tradycyjnie odejdzie w niepamięć.