Średnia składka za komunikacyjne ubezpieczenie OC od kwietnia przyszłego roku może wynosić 630 zł, czyli o ok. 80 zł więcej niż obecnie. Tak wynika z szacunków niektórych ubezpieczycieli, m.in. Warty. Ten wzrost będzie efektem wejścia w życie przepisów, które w ubiegłym tygodniu przyjął rząd. Ustawa ta dotyczy współfinansowania leczenia ofiar wypadków drogowych ze składek OC. Za pomysł odpowiada Ministerstwo Zdrowia. Według zapisów ustawy, od II kwartału przyszłego roku towarzystwa ubezpieczeniowe będą odprowadzać 12 proc. składek z OC do Narodowego Funduszu Zdrowia.

Skąd wzięła się podwyżka o 80 zł? - Odpis dla NFZ powinien oznaczać konieczność podwyższenia składek ubezpieczeniowych o ok. 15-16 proc. - twierdzi Krzysztof Stanisławski, dyrektor Biura Ubezpieczeń Indywidualnych i Samochodowych TUiR Warta. A średnia składka za OC w Polsce to ok. 550 zł. Każda złotówka ze składki powoduje konieczność m.in. utworzenia rezerw. Stąd wzrost cen może być procentowo wyższy niż sam odpis dla NFZ. Towarzystwa tłumaczą, że za pomysł Ministerstwa Zdrowia muszą zapłacić klienci. - Ubezpieczyciele od lat działają w niezwykle konkurencyjnym segmencie ubezpieczeń komunikacyjnych. Na tym rynku notuje się w Polsce minimalną lub zerową rentowność - tłumaczy Krzysztof Stanisławski.

Również Allianz spodziewa się, że efektem nowej regulacji będzie podwyżka cen polis OC. Nie ocenia jednak na razie, jak duży będzie to wzrost. O takich szacunkach nie wypowiada się także PZU. - Wszelkie dane, potrzebne do ewentualnych korekt w taryfach OC, spółka będzie posiadała wtedy, gdy ustawa nabierze ostatecznego kształtu - informuje Michał Witkowski, rzecznik PZU. - Decyzja o tym, czy dane towarzystwo ubezpieczeniowe jest w stanie pokryć dodatkową opłatę bez podwyższenia składki OC, jest autonomiczną decyzją. W tej chwili trudno przewidzieć zachowanie całego rynku - mówi Damian Ziąber, dyrektor Departamentu PR w Link4.

Pytani przez "Parkiet" ubezpieczyciele przypominają, że rozwiązanie zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia funkcjonuje w wielu krajach Europy. Towarzystwa ubezpieczeniowe nie mają jednak wątpliwości, że polska ustawa ma wiele wad. - Szkoda, że ubezpieczyciele nie mogli mieć większego wkładu w tworzenie nowego prawa - uważa Marek Baran, rzecznik Allianza. Jak dodaje, podobne rozwiązanie funkcjonuje w Niemczech. - Tam jednak towarzystwa nie płacą zryczałtowanej składki, tylko rachunki, wystawiane za leczenie poszkodowanych - wyjaśnia M. Baran. W Polsce podobne rozwiązanie na razie nie jest możliwe. - Służba zdrowia nie jest obecnie przygotowana do rzetelnej wyceny udzielanych świadczeń medycznych - mówi Krzysztof Stanisławski. - Brak jest np. cennika usług medycznych. Rozliczanie faktycznie poniesionych kosztów leczenia jest obecnie mało realne - dodaje przedstawiciel Warty.