Równolegle z negocjacjami dotyczącymi stworzenia większościowej koalicji parlamentarno-rządowej w Czechach prowadzone są rozmowy w sprawie obsady stanowisk w zarządzie koncernu energetycznego CEZ - poinformowała agencja prasowa CTK, powołując się na praski tygodnik "Euro". Według doniesień pisma, Martina Romana, prezesa notowanej na giełdach w Pradze i w Warszawie spółki, mógłby zastąpić Alexej Novacek, dyrektor generalny firmy Teplarny Brno. Zarówno czeski premier Mirek Topolanek, jak i lider opozycyjnej CSSD Jiri Paroubek zdementowali informacje o dymisji prezesa CEZ.
Człowiek kojarzony z lewicą
Czeski koncern energetyczny należy w ponad 67 proc. do państwa, więc i obsada głównych stanowisk w tej spółce leży w gestii kolejnych gabinetów. Martin Roman został prezesem CEZ w kwietniu 2004 r. (wcześniej przez cztery lata był dyrektorem generalnym Skody Holding), czyli za rządów socjaldemokratyczej CSSD. Między innymi dlatego kojarzony jest z lewą stroną czeskiej sceny politycznej, choć formalnie nie jest związany z żadną partią. O tym, że po dojściu do władzy liberalnej ODS Martin Roman pożegna się ze stanowiskiem, mówiło się w Pradze już od dawna. "Parkiet" pisał o tym już w maju, czyli na długo przed debiutem CEZ na GPW.
Kurs CEZ bije rekordy
Pod rządami Martina Romana CEZ osiągnął dobre wyniki finansowe, dlatego jest wysoko oceniany przez inwestorów oraz analityków giełdowych. Pogłoski o rychłym odwołaniu tego menedżera nie powinny więc być dla rynku dobrymi wieściami. Mimo to w poniedziałek, gdy pojawiły się te informacje, akcje czeskiego koncernu podrożały. Na giełdzie w Pradze kurs po raz pierwszy przekroczył psychologiczny poziom 1000 koron. Na koniec sesji wzrost wyniósł 1,22 proc., a cena akcji 999,3 korony. Także na GPW papiery czeskiej spółki zanotowały kolejny rekord: podrożały o 1,48 proc., do 137 zł.