Lech Kaczyński wybrał już swojego kandydata na prezesa Narodowego Banku Polskiego. Wczoraj wieczorem Kancelaria Prezydenta poinformowała, że na następcę Leszka Balcerowicza, którego kadencja kończy się 10 stycznia przyszłego roku, L. Kaczyński wyznaczył Jana Sulmickiego, prof. Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
To oznacza, że nie sprawdziły się spekulacje ("Parkiet" pisał o nich w ubiegłym tygodniu), że szanse na stanowisko szefa banku centralnego ma Zyta Gilowska, wicepremier i minister finansów. Sulmicki "wyeliminował" też uznawaną przez kilka miesięcy za najpoważniejszą kandydatkę do fotela prezesa NBP Urszulę Grzelońską, koleżankę z SGH.
Kilka tygodni w KGHM
Kim jest kandydat na szefa banku centralnego? J. Sulmicki ma 61 lat. Od 1968 r. pracuje w charakterze nauczyciela akademickiego na SGH (wcześniej SGPiS). W latach 1986-2002 pełnił funkcję doradcy kolejnych prezesów NBP. Jako reprezentant NBP był członkiem rady Powszechnego Banku Kredytowego (w 2001 r. bank ten został przyłączony do BPH), a także rady nadzorczej Banku Światowego w Waszyngtonie. W 1998 r. został oddelegowany z NBP do pracy w Rządowym Centrum Studiów Strategicznych, gdzie jako wiceminister nadzorował pracę siedmiu departamentów.
Tego wszystkiego można się dowiedzieć ze strony internetowej Ministerstwa Skarbu Państwa. Źyciorys J. Sulmickiego trafił na nią przed kilkoma tygodniami. Dlaczego? Przyszły prezes NBP został wówczas wprowadzony przez resort skarbu do rady nadzorczej KGHM Polska Miedź. Jeśli Sulmicki zostanie wybrany na prezesa NBP, to będzie musiał zrezygnować z funkcji w miedziowym kombinacie. Krótki staż w radzie KGHM może świadczyć o tym, że decyzja o wyznaczeniu J. Sulmickiego na prezesa NBP zapadła niedawno.