Ustanowiony trzy sesje temu
rekord wszech czasów indeksu
WIG20 onieśmielił inwestorów - tak jakby nie do końca zawierzyli temu co się stało. Sceptycyzm może wynikać z faktu, że nowemu szczytowi towarzyszył umiarkowany obrót. Nie zmienia to faktu, że hossa na warszawskiej giełdzie trwa w najlepsze.
Z dostępnych informacji wynika, że do krajowych funduszy inwestycyjnych wciąż szerokim strumieniem napływa nowy pieniądz. W dużej części pochodzi on od drobnych inwestorów. Ich duże zaangażowanie finansowe, ale jednocześnie ograniczony udział w grze giełdowej służą trendowi wzrostowemu. Lokalne korekty czy okresy przestoju we wzrostach nie powodują wyprzedaży, przez co nerwowe ruchy indeksu są ostatnio rzadkością.
Wysoka wartość indeksu i wyceny niektórych firm na szczęście nie są same w sobie powodem do sprzedaży akcji. Co więcej, wiele mniejszych firm poprawia obecną sytuację finansową lub bardzo pozytywnie rokują na przyszłość. Dzięki temu wzrostowy rynek jest bardzo szeroki, co dodatkowo podnosi jego bieżącą wiarygodność. Technicznie również wygląda dobrze i faktycznie jedynym mankamentem może być obrót, który teraz nie jest specjalnie wysoki ani nie był specjalnie duży w chwili przełamywania poziomu z maja. Najważniejsze z punktu widzenia trwałości obecnej tendencji jest to, że WIG20 skutecznie obronił średnioterminową linię trendu zaczepioną o dołki z czerwca i października tego roku. Dwukrotna skuteczna obrona tejże linii w listopadzie, jak również fakt pozytywnego oddziaływania średniej kroczącej z 45 sesji również przemawiają za kontynuacją wzrostów.