Niskie październikowe ceny ropy pozwalały spodziewać się korzystnych wiadomości odnośnie do deficytu handlowego USA za ten miesiąc. Rzeczywiste dane były jeszcze lepsze od prognoz. Deficyt pierwszy raz od 14 miesięcy był niższy od 60 mld USD. Jednocześnie pierwszy raz od początku 2001 r. doszło do spadku 12-miesięcznej średniej deficytu handlowego. Ta obserwacja ma istotne znaczenie, bo poprzednio poprawa salda wymiany handlowej przypadła na okres dekoniunktury gospodarczej. Sądząc po dynamice eksportu utrzymującej się nadal na dwucyfrowym poziomie na świecie ochłodzenia jeszcze nie widać. Natomiast zauważalne jest w gospodarce amerykańskiej, której chłonność wyraźnie słabnie. Import zwiększył się w październiku o jedynie 4,2 proc., czyli w najmniejszym stopniu od trzech lat. W dużym stopniu był to wynik ograniczenia wydatków na paliwa. Udział państw eksportujących ropę w deficycie USA obniżył się z blisko 30 proc. w sierpniu do 20,5 proc. w październiku.
Informacje o bilansie handlowym nie wywołały silnych reakcji na rynkach, co można wiązać z wyczekiwaniem na decyzję Komitetu Otwartego Rynku w sprawie stóp procentowych, a bardziej na komentarze jego członków dotyczące zagrożeń inflacyjnych i oceny kondycji gospodarki. Jeśli jednak inwestorzy nie zostaną uspokojeni wyraźnymi sugestiami, że inflacja przestaje być problemem, reakcja na dane o deficycie handlowym może być zdwojona. Chodzi przede wszystkim o dolara, dla którego wiadomości o malejącym deficycie są korzystne.
Z punktu widzenia rynku akcji dużo ważniejsze powinny być wieczorne zdarzenia. Ze względu na duże znaczenie w ostatnich miesiącach spadku rentowności obligacji dla zwyżki na giełdzie wszelkie sygnały o utrzymującej się presji inflacyjnej powinny zostać źle odebrane. Sytuacja jest tym ciekawsza, że dochodowość 10-latek w USA wróciła do dopiero co przełamanych jesiennych dołków. Wyjście ponad nie oznaczałoby gorszy czas dla papierów skarbowych, co wywierałoby niekorzystny wpływ na rynek giełdowy.