W przyszłym roku tempo światowego wzrostu gospodarczego wyniesie 4,5 proc., w porównaniu z 5,1 proc. prognozowanymi na ten rok - ocenili eksperci Banku Światowego w raporcie na temat perspektyw rozwoju. Hamulec puści dopiero w 2008 r., kiedy wzrost powinien przyspieszyć do ok. 4,6 proc. - wyliczyła waszyngtońska instytucja.
Rozwijający się i rozwinięci
Kołem zamachowym pozostają kraje rozwijające się, które osiągną w tym roku 7-proc. dynamikę wzrostu produktu krajowego, ponad dwa razy większą od państw rozwiniętych (3,1 proc.). Najbliższe dwa lata dla emerging markets mają być jednak okresem spowolnienia (6,4 proc. w 2007 r. i 6,1 proc. w 2008 r.), podczas gdy w najsilniejszych państwach przestój ma trwać tylko rok (2,4-proc. tempo wzrostu w 2007 r. i już 2,8 proc. rok później).
Bank Światowy liczy więc, że gospodarka przeżyje miękkie lądowanie. Co może sprawić, że będzie inaczej? Największe zagrożenie stanowi możliwość gwałtownego schłodzenia koniunktury na rynku nieruchomości w USA, co mogłoby doprowadzić nawet do globalnej recesji - ostrzegają autorzy raportu. W całym bieżącym roku ceny domów w USA znów rosły w zawrotnym tempie (10 proc.), ale III kwartał przyniósł 1,2-proc. spadek. Obserwując kurczący się majątek, Amerykanie mogą mieć opory przed dalszym zwiększaniem wydatków konsumpcyjnych.
Jednym z hamulców globalnego wzrostu mają pozostać wysokie ceny energii. W wyniku wzrostu dostaw ropy naftowej jej ceny mogą jednak zacząć wreszcie spadać. W przyszłym roku baryłka surowca ma kosztować średnio 56 USD, a w