Redukcję wydobycia o pół miliona baryłek kartel producentów ropy naftowej wprowadzi dopiero od początku lutego, kiedy skończy się zima na półkuli północnej i zmaleje zapotrzebowanie na paliwa opałowe. Przedstawiciele OPEC tłumaczą, że chcą w ten sposób ulżyć importerom surowca.
Wczorajsze ustalenia przedstawicieli OPEC, którzy spotkali się w nigeryjskiej stolicy Abudży, trochę zaskoczyły rynek. Spekulowano, że kartel może nie zdecydować się na przykręcenie kurka po raz drugi w ciągu dwóch miesięcy. Tym bardziej że po cięciach wydobycia o 1,2 mln baryłek (zaczęły obowiązywać z początkiem listopada i faktycznie okazały się mniejsze) podstawowy cel, czyli zatrzymanie gwałtownego spadku notowań ropy, został osiągnięty. Liczono też, że redukcje mogą mieć mniejsze rozmiary.
Jednak OPEC boi się, że po zimie ropa znów może tanieć. Drugi kwartał to na świecie tradycyjnie okres najmniejszego popytu na surowiec. Ponadto OPEC mogły przestraszyć rosnące zapasy. W USA, które zużywają najwięcej ropy na świecie, poziom zapasów jest teraz najwyższy od 1998 r., jeśli chodzi o tę porę roku.
Wczoraj baryłka zdrożała w Londynie o prawie dolara, do 62,10 USD. Ropa była najdroższa w lipcu - wtedy płacono po 78,4 USD, najwięcej w historii.
- Od stycznia nowym członkiem OPEC będzie Angola - poinformował nigeryjski minister ds. ropy i prezydent kartelu Edmund Daukoru. To pierwszy kraj przystępujący do OPEC od 1975 r., kiedy wszedł Gabon. Angola wydobywa 1,4 mln baryłek ropy dziennie.