Poszukiwania chętnego na stanowisko prezesa NBP ruszyły od nowa. Kadencja Leszka Balcerowicza kończy się 10 stycznia przyszłego roku. Jan Sulmicki, zgłoszony przez prezydenta we wtorek, miał szansę być wybrany jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Ale w czwartek wieczorem okazało się, że "z powodów osobistych" wycofał zgodę na kandydowanie.
Czego się dowiedzieliśmy
Dla rynków finansowych była to decyzja praktycznie bez znaczenia. Rynek nie zareagował w chwili, gdy pojawiło się nazwisko Sulmickiego - był on dla inwestorów postacią zupełnie anonimową. Trudno się więc dziwić, że nie było również reakcji na jego rezygnację z prezesury.
Złoty w piątek faktycznie nieco osłabł, ale wiązało się to raczej z zamykaniem przez inwestorów pozycji przed weekendem. Po popołudniu nastąpił wzrost kursu, bo dane o wynagrodzeniach oddalają perspektywę wzrostu stóp procentowych.
Analitycy zwracają uwagę, że dwudniowe doświadczenie z J. Sulmickim mimo wszystko było pouczające. - Dowiedzieliśmy się, że prezydent poważnie mówił o tym, że nowy prezes NBP powinien mieć inny pogląd na politykę pieniężną niż Leszek Balcerowicz - ocenia Bartosz Pawłowski, ekonomista ING Banku Śląskiego. W porównaniu z odchodzącym szefem banku centralnego Sulmicki był kwalifikowany jako zwolennik niższych stóp.