Prasa wspominała kiedyś także o austriackiej firmie Warimpex, ale na razie jakoś słuch o niej zaginął i nie wiem, czy faktycznie ma plany debiutu na GPW. My w każdym razie nie mamy z tę spółkę kontaktu.
Kiedyś mówiło się również o możliwości wprowadzenia na warszawską giełdę akcji banku UniCredit...
Nic na razie nie wiem o tym, aby taki plan był realizowany. Byłoby to dobre wydarzenie dla GPW, choćby z tego względu, że byłaby to największa pod względem kapitalizacji firma na GPW. Natomiast chcę podkreślić, że nasza aktywność nie dotyczy tylko fazy wchodzenia na giełdę. Staramy się dbać o te firmy, które zadebiutowały na GPW. Pracujemy nad tym, żeby obrót ich akcjami był wysoki, bo to jest właśnie kryterium oceny, jakie efekty daje zagranicznym firmom debiut na polskiej giełdzie. Robimy np. dużo, żeby utrzymać zainteresowanie papierami CEZ-u.
Czeski rząd zastanawia się nad wprowadzeniem kolejnego pakietu około 7 proc. akcji CEZ-u na rynek kapitałowy. Czy jeśli podjąłby taką decyzję, to tę prywatyzację przeprowadzono by, przynajmniej częściowo, również poprzez GPW?
Wydaje mi się, że to byłaby decyzja biznesowo bardzo trafna. Ale czy ona zapadnie, nie wiem. Na pewno, jeśli czeski rząd będzie miał przekonanie, że może w ten sposób osiągnąć lepszą cenę, powie tak.
Może warto nakłonić do tego Czechów?
Jesteśmy w dość regularnym kontakcie z zarządem CEZ-u i pewnie będziemy z nim o tym rozmawiać. Nie widzę tu jednak specjalnego problemu. Jeśli bowiem CEZ, spółka kontrolowana przecież przez państwo czeskie, znalazł się na naszej giełdzie, to była to realizacja strategii biznesowej. Sądzę, że nie inaczej będzie w przypadku dalszej prywatyzacji.
Ilu łącznie debiutów spodziewa się Pan w 2007 roku?
Trudne pytanie. Moim zdaniem, w przyszłym roku sytuacja na rynku nie pogorszy się w porównaniu z tym, co obserwowaliśmy w tym roku. Czyli można liczyć, że na rynku regulowanym zadebiutuje, tak jak w 2006 roku, około 30 nowych spółek. To są jak sądzę realne szacunki.
W tym są już wspomniane przeze mnie zagraniczne debiuty oraz przynajmniej jedna większa prywatyzacja przez giełdę.
O ile może zatem wzrosnąć kapitalizacja GPW?
To zależy przede wszystkim od prywatyzacji. Jeżeli jej nie będzie, to sądzę, że kapitalizacja wzrośnie mniej więcej o tyle, o ile zwiększyła się w tym roku.
Natomiast kapitalizacja to nie jest to, co w największym stopniu stanowi o konkurencyjności naszej giełdy. Tu najważniejszy jest free float (ilość akcji w wolnym obrocie - red.), bo on jest podstawę dla kreowania płynności. I bardzo ważne jest to, żeby gdy pojawiają się na GPW duże podmioty, jak najwięcej ich akcji było w wolnym obrocie.
Ważne będzie też to, jak układać się będzie w przyszłości struktura inwestorów. Bardzo nam zależy na tym, żeby jak najbardziej otworzyć rynek dla zagranicy i żeby zwiększyć zainteresowanie giełdę inwestorów indywidualnych.
I jeszcze jeden element, który odczuwamy szczególnie teraz, przy tzw. dual listingu (równoległe notowanie akcji spółki na dwóch giełdach - red.). Ważne jest, aby wzrosło nasycenie rynku informację przeznaczoną dla inwestorów. To jest kwestia tzw. pokrycia analitycznego, a nawet nie aż tak profesjonalnej informacji. W tym zakresie rynek polski wymaga jeszcze znacznego udoskonalenia. GPW podejmie inicjatywy, mające na celu nasycenie informację, która jest podstawą inwestowania.
Czy Pana zdaniem dotychczasowe proporcje między trzema grupami inwestorów obecnych na GPW powinny się zmieniæ?
Nie, proporcje są bardzo dobre, wręcz idealne. Chciałbym, żeby udziały wszystkich grup w obrotach rosły proporcjonalnie. Po stronie krajowych inwestorów instytucjonalnych wzrost jest zapewniony, bo mamy OFE, a także TFI. Trzeba się starać o inwestorów zagranicznych np. fundusze amerykańskie, i indywidualnych. Impulsem do budowania takiego akcjonariatu jest m.in. wchodzenie na GPW dużych spółek, bo to one budzą zainteresowanie, szczególnie inwestorów indywidualnych.
Co zatem GPW zaoferuje takim inwestorom, aby ich zachęcić?
Polskich inwestorów indywidualnych cechuje m.in. akceptacja wysokiego ryzyka. Świadczy o tym choćby rozwój rynku terminowego. Trzeba im więc dać do ręki instrumenty, które jeszcze bardziej ich zaktywizują np. krótką sprzedaż!
Ona istnieje na razie głównie na papierze. Nawet nie warto wspominać, jaki był ostatnio wolumen transakcji tego typu, bo był minimalny. A jest to instrument, który, owszem, służy spekulacji, a jednocześnie ma bardzo stabilizujący wpływ na cały rynek. Może być magnesem dla indywidualnych inwestorów, którzy lubią ryzyko, oraz dla inwestorów instytucjonalnych lub szerzej, inwestorów kwalifikowanych. Może być przez nich wykorzystywany na przykład do transakcji dotyczących akcji notowanych na więcej niż jednej giełdzie jako instrument zmniejszający ryzyko.
Co giełda zamierza zrobić, żeby krótka sprzedaż rozkwitła?
Właśnie prezentujemy Komisji Nadzoru Finansowego i Ministerstwu Finansów projekt zmian, który opracowaliśmy wspólnie z członkami giełdy, bankami - depozytariuszami i KDPW. Dotyczy on ożywienia krótkiej sprzedaży i pożyczek, które stanowią zabezpieczenie krótkiej sprzedaży.
Na czym mają polegać te zmiany?
Teraz inwestor, gdy chce zlecić sprzedaż papierów, których nie ma jeszcze na rachunku, musi już mieć udzieloną pożyczkę odpowiednich akcji. Zmiana polegać by miała na tym, że wystarczy tylko ramowa umowa, na kształtTo kolosalnie uprościłoby procedurę i ożywiło krótką sprzedaż. Dopiero po przeprowadzeniu transakcji inwestor pożyczałby odpowiednie papiery. To jest podstawowa zmiana. Tzw. timing jest bardzo ważny. Teraz, jak inwestor pomyśli, że aby zająć krótką pozycję, nie mając pokrycia na rachunku, musiałby zrobić to czy tamto, poza oczywiście samym złożeniem zlecenia, to rezygnuje z transakcji. I nie można mu się dziwić.
Ile czasu potrzeba będzie, aby wprowadzić tę zmianę w życie?
Krótka sprzedaż musi być powiązana z pewnymi mechanizmami zabezpieczającymi przed ryzykiem. Powinny być więc ustalone limity na liczbę krótkich pozycji. Chodzi o ich stosunek do free floatu danej spółki.
Chodzi także o to, w jaki sposób kwalifikować akcje, które mogłyby być przedmiotem krótkiej sprzedaży. Z obecnych kryteriów wynikałoby, że byłyby to papiery około 60 spółek. Uważam, że te kryteria są dziś zbyt liberalne, bo nie mamy aż 60 tak płynnych spółek, żeby faktycznie ich akcje mogły być przedmiotem krótkiej sprzedaży "oprzyrządowanej" w sposób lekki dla inwestora, a zarazem bezpieczny dla całego rynku, w tym dla systemu rozliczeniowego. Myślę, że będzie to w przyszłości około 30 spółek: te z WIG20 i kilka, kilkanaście najbardziej płynnych.
Kiedy nowe uregulowania mogłyby być wprowadzone?
Sądzę, że będzie to w drugiej połowie 2007 roku.
Wiadomo, że GPW przygotowuje też nowy rynek. Kiedy miałby wystartować?
Myślę, że będzie to pierwsza połowa przyszłego roku, choć zależy to przede wszystkim od regulatora rynku. Na pewno jednak nie chcemy tego odkładać, bo mamy już pierwsze sygnały od zainteresowanych wchodzeniem na ten rynek firm.
Dziękuję za rozmowę.