Reklama

Nowości dla inwestorów nie zabraknie

Z Ludwikiem Sobolewskim, prezesem GPW, rozmawia Bartłomiej Mayer

Publikacja: 16.12.2006 13:39

Zapowiadał Pan kilka miesięcy temu, że opracuje własny projekt przekształceń własnościowych warszawskiej giełdy. Na jakim etapie są te prace?

Wielokrotnie mówiłem, że moim zdaniem właściwym kierunkiem zmian własnościowych jest zwiększenie udziału krajowych instytucji finansowych w akcjonariacie giełdy. Z drugiej strony uważam, że nie jest to priorytet, jeśli chodzi o umacnianie pozycji GPW w regionie. W związku z tym na razie nie zajmujemy się nim szczegółowo. Myślę, że trzeba będzie wrócić do tej kwestii pod koniec 2007 lub na początku 2008 roku. Uważam bowiem, że zarząd giełdy powinien mieć własne stanowisko także w tej sprawie.

Oczywiście - jeśli jestem za wspomnianym rozwiązaniem, to jestem jednocześnie przeciwko sprzedaży akcji GPW inwestorowi branżowemu. I to też mówię bardzo wyraźnie. Uważałbym to - przynajmniej na podstawie oceny dzisiejszej sytuacji w świecie i w Europie - za duży błąd.

Tak więc świadomie nie podejmujemy żadnych działań, ale nasze stanowisko jest zarysowane bardzo precyzyjnie.

Powiedział Pan, że mniej więcej za rok przyjdzie czas na decyzję, jakie działania podjąć w tej kwestii. Dlaczego właśnie wtedy?

Reklama
Reklama

Dlatego, że taka decyzja musi być poprzedzona analizą, którą musi sporządzić niezależny podmiot. Prace będą się mogły rozpocząć prawdopodobnie w połowie 2007 roku, może trochę później.

Dlaczego akurat wtedy?

Tego wolę na razie nie precyzować.

Czy ta koncepcja, którą Pan przedstawił w zarysie na wstępie, została już omówiona z głównym akcjonariuszem GPW, czyli Skarbem Państwa?

Ona jest znana ministerstwu, choć nie omawialiśmy jej szczegółowo. Nie było takiej potrzeby.

A co sądzi na jej temat MSP?

Reklama
Reklama

Ministerstwo nie zajmuje na razie żadnego stanowiska. Na pewno jednak zgadza się, że nie ma teraz przesłanek, aby do akcjonariatu GPW wprowadzać jakąś inną giełdę. Przeciwnie - co wiadomo z publicznych wypowiedzi Ministra Skarbu - to raczej giełda warszawska ma potencjał, aby zostać inwestorem w innej giełdzie.

O ile i w jaki sposób miałby być, Pana zdaniem, powiększony pakiet akcji GPW, znajdujących się dziś w rękach inwestorów mniejszościowych?

Myślę, że warto dokonać poważnej zmiany w akcjonariacie, co wcale nie musi oznaczać utraty kontroli korporacyjnej przez obecnego głównego akcjonariusza. Byłoby to więc radykalne zwiększenie udziału przede wszystkim przez obecnych członków giełdy, ale także inne instytucje finansowe - może OFE, może TFI. Żeby to miało sens, powinien być zniesiony ustawowy zakaz wypłaty dywidendy przez GPW.

Ten zapis chyba miał na celu zachęcić do prywatyzacji GPW, jednak w praktyce stanowi przeszkodę. Bo trudno wymyślić mocny powód, dla którego nowi inwestorzy mieliby, nie przejmując kontroli nad GPW, wchodzić do jej akcjonariatu. Jeszcze w przypadku członków giełdy, którzy są odbiorcami jej usług, dałoby się to uzasadniæ, bo zyskiwaliby większe możliwości wpływu korporacyjnego -właśnie, może nie kontroli, ale wpływu, a to dla użytkowników giełdy, od której funkcjonowania zależy pomyślność ich biznesu, jest duża wartość. Ale już takich inwestorów, którzy nie są bezpośrednimi odbiorcami usług GPW, trudno byłoby zainteresować wejściem w skład akcjonariatu.

Jak należy rozumieć to radykalne zwiększenie udziału? Chodziłoby o 49 proc. akcji?

Myślę, że mogłoby to być np. 30-40 proc. Ale przede wszystkim uważam, że warto rozważyć ewolucyjne przekształcenia w akcjonariacie GPW. Do tej pory rozumowaliśmy głównie w ten sposób, jak przejść od status quo od razu do wariantu docelowego.

Reklama
Reklama

Czy odbyłoby się to poprzez sprzedaż akcji należących do MSP, czy wskutek podwyższenia kapitału?

Nie wchodźmy w szczegóły. Jak powiedziałem - przyjdzie czas, żeby się tym zająć. W tych sprawach decyduje właściciel.

Wspomniał Pan już o możliwości zakupu akcji bułgarskiej giełdy. Czy GPW rozważa inne tego typu projekty?Nie odżegnuję się od tego typu projektów. Problem w tym, że nie ma ich na rynku. Od czasu prywatyzacji giełdy w Wilnie nie pojawiła się żadna sposobność przejęcia europejskiego parkietu, bo nawet w przypadku Sofii chodzi o możliwość zakupu tylko do 44 proc. akcji.

Prezes giełdy praskiej zadeklarował niedawno, że mogłaby ona uczestniczyć w prywatyzacji wietnamskiego parkietu...

Nie, tak daleko GPW nie sięga. (uśmiech)

Reklama
Reklama

Priorytetem warszawskiej giełdy wydaje się jednak teraz nie zakup innych rynków, ale pozyskanie zagranicznych spółek. Zapowiadał Pan m.in. utworzenie przedstawicielstwa GPW w Kijowie.

Tak, to jest ta inna, równie trudna a chyba nawet bardziej obiecująca metoda budowy rynku międzynarodowego. Co do przedstawicielstwa, to utworzymy je dopiero w przyszłym roku, zapewne w pierwszym półroczu, bo zaczęliśmy współpracę z Ukrainę od trochę innej strony. Zaangażowaliśmy do współpracy ukraińskie firmy inwestycyjne i to zaczyna przynosić bardzo dobre efekty. Firmy te mają bezpośredni kontakt z potencjalnymi klientami GPW, są przecież częścią tamtej gospodarki.

Oczywiście GPW to nie jedyna rozważana giełda przez przedsiębiorców ukraińskich. Ale pojawia się już wśród tych, które są brane pod uwagę.

Czy ukraińskie firmy będą się pojawiać na GPW bezpośrednio, czy tak jak Astarta - poprzez spółki zarejestrowane w krajach Unii Europejskiej?

Niestety, z powodu ograniczeń prawnych, będzie to na razie droga poprzez spółki tworzone poza Ukrainę lub ewentualnie poprzez emisję kwitów depozytowych. Teoretycznie notowanie akcji ukraińskich spółek na innych giełdach jest możliwe, ale proces uzyskiwania odpowiednich zgód trwa od roku do półtora, więc nikt się na to nie decyduje.

Reklama
Reklama

Ilu debiutów zagranicznych spółek spodziewa się Pan w przyszłym roku?

Szacuję, że realne jest wejście w 2007 roku na nasz parkiet pięciu - sześciu zagranicznych emitentów. Jeśli będzie mniej, to będę się czuł zawiedziony.

Ale jeśli się uda, to razem z tymi, które już są, mielibyśmy około 15 zagranicznych firm.

Skąd będą te spółki?

Jest kilka firm, o debiutach których mówi się już od jakiegoś czasu. Są to CEDC z USA, Cinema City z Holandii, czy Orco zarejestrowane w Luksemburgu. Myślę, że oprócz nich w pierwszej połowie 2007 roku na GPW mogłaby zadebiutować albo jedna spółka z Austrii, albo jedna z Czech, albo też jedna bądź więcej spółek z Ukrainy.

Reklama
Reklama

Prasa wspominała kiedyś także o austriackiej firmie Warimpex, ale na razie jakoś słuch o niej zaginął i nie wiem, czy faktycznie ma plany debiutu na GPW. My w każdym razie nie mamy z tę spółkę kontaktu.

Kiedyś mówiło się również o możliwości wprowadzenia na warszawską giełdę akcji banku UniCredit...

Nic na razie nie wiem o tym, aby taki plan był realizowany. Byłoby to dobre wydarzenie dla GPW, choćby z tego względu, że byłaby to największa pod względem kapitalizacji firma na GPW. Natomiast chcę podkreślić, że nasza aktywność nie dotyczy tylko fazy wchodzenia na giełdę. Staramy się dbać o te firmy, które zadebiutowały na GPW. Pracujemy nad tym, żeby obrót ich akcjami był wysoki, bo to jest właśnie kryterium oceny, jakie efekty daje zagranicznym firmom debiut na polskiej giełdzie. Robimy np. dużo, żeby utrzymać zainteresowanie papierami CEZ-u.

Czeski rząd zastanawia się nad wprowadzeniem kolejnego pakietu około 7 proc. akcji CEZ-u na rynek kapitałowy. Czy jeśli podjąłby taką decyzję, to tę prywatyzację przeprowadzono by, przynajmniej częściowo, również poprzez GPW?

Wydaje mi się, że to byłaby decyzja biznesowo bardzo trafna. Ale czy ona zapadnie, nie wiem. Na pewno, jeśli czeski rząd będzie miał przekonanie, że może w ten sposób osiągnąć lepszą cenę, powie tak.

Może warto nakłonić do tego Czechów?

Jesteśmy w dość regularnym kontakcie z zarządem CEZ-u i pewnie będziemy z nim o tym rozmawiać. Nie widzę tu jednak specjalnego problemu. Jeśli bowiem CEZ, spółka kontrolowana przecież przez państwo czeskie, znalazł się na naszej giełdzie, to była to realizacja strategii biznesowej. Sądzę, że nie inaczej będzie w przypadku dalszej prywatyzacji.

Ilu łącznie debiutów spodziewa się Pan w 2007 roku?

Trudne pytanie. Moim zdaniem, w przyszłym roku sytuacja na rynku nie pogorszy się w porównaniu z tym, co obserwowaliśmy w tym roku. Czyli można liczyć, że na rynku regulowanym zadebiutuje, tak jak w 2006 roku, około 30 nowych spółek. To są jak sądzę realne szacunki.

W tym są już wspomniane przeze mnie zagraniczne debiuty oraz przynajmniej jedna większa prywatyzacja przez giełdę.

O ile może zatem wzrosnąć kapitalizacja GPW?

To zależy przede wszystkim od prywatyzacji. Jeżeli jej nie będzie, to sądzę, że kapitalizacja wzrośnie mniej więcej o tyle, o ile zwiększyła się w tym roku.

Natomiast kapitalizacja to nie jest to, co w największym stopniu stanowi o konkurencyjności naszej giełdy. Tu najważniejszy jest free float (ilość akcji w wolnym obrocie - red.), bo on jest podstawę dla kreowania płynności. I bardzo ważne jest to, żeby gdy pojawiają się na GPW duże podmioty, jak najwięcej ich akcji było w wolnym obrocie.

Ważne będzie też to, jak układać się będzie w przyszłości struktura inwestorów. Bardzo nam zależy na tym, żeby jak najbardziej otworzyć rynek dla zagranicy i żeby zwiększyć zainteresowanie giełdę inwestorów indywidualnych.

I jeszcze jeden element, który odczuwamy szczególnie teraz, przy tzw. dual listingu (równoległe notowanie akcji spółki na dwóch giełdach - red.). Ważne jest, aby wzrosło nasycenie rynku informację przeznaczoną dla inwestorów. To jest kwestia tzw. pokrycia analitycznego, a nawet nie aż tak profesjonalnej informacji. W tym zakresie rynek polski wymaga jeszcze znacznego udoskonalenia. GPW podejmie inicjatywy, mające na celu nasycenie informację, która jest podstawą inwestowania.

Czy Pana zdaniem dotychczasowe proporcje między trzema grupami inwestorów obecnych na GPW powinny się zmieniæ?

Nie, proporcje są bardzo dobre, wręcz idealne. Chciałbym, żeby udziały wszystkich grup w obrotach rosły proporcjonalnie. Po stronie krajowych inwestorów instytucjonalnych wzrost jest zapewniony, bo mamy OFE, a także TFI. Trzeba się starać o inwestorów zagranicznych np. fundusze amerykańskie, i indywidualnych. Impulsem do budowania takiego akcjonariatu jest m.in. wchodzenie na GPW dużych spółek, bo to one budzą zainteresowanie, szczególnie inwestorów indywidualnych.

Co zatem GPW zaoferuje takim inwestorom, aby ich zachęcić?

Polskich inwestorów indywidualnych cechuje m.in. akceptacja wysokiego ryzyka. Świadczy o tym choćby rozwój rynku terminowego. Trzeba im więc dać do ręki instrumenty, które jeszcze bardziej ich zaktywizują np. krótką sprzedaż!

Ona istnieje na razie głównie na papierze. Nawet nie warto wspominać, jaki był ostatnio wolumen transakcji tego typu, bo był minimalny. A jest to instrument, który, owszem, służy spekulacji, a jednocześnie ma bardzo stabilizujący wpływ na cały rynek. Może być magnesem dla indywidualnych inwestorów, którzy lubią ryzyko, oraz dla inwestorów instytucjonalnych lub szerzej, inwestorów kwalifikowanych. Może być przez nich wykorzystywany na przykład do transakcji dotyczących akcji notowanych na więcej niż jednej giełdzie jako instrument zmniejszający ryzyko.

Co giełda zamierza zrobić, żeby krótka sprzedaż rozkwitła?

Właśnie prezentujemy Komisji Nadzoru Finansowego i Ministerstwu Finansów projekt zmian, który opracowaliśmy wspólnie z członkami giełdy, bankami - depozytariuszami i KDPW. Dotyczy on ożywienia krótkiej sprzedaży i pożyczek, które stanowią zabezpieczenie krótkiej sprzedaży.

Na czym mają polegać te zmiany?

Teraz inwestor, gdy chce zlecić sprzedaż papierów, których nie ma jeszcze na rachunku, musi już mieć udzieloną pożyczkę odpowiednich akcji. Zmiana polegać by miała na tym, że wystarczy tylko ramowa umowa, na kształtTo kolosalnie uprościłoby procedurę i ożywiło krótką sprzedaż. Dopiero po przeprowadzeniu transakcji inwestor pożyczałby odpowiednie papiery. To jest podstawowa zmiana. Tzw. timing jest bardzo ważny. Teraz, jak inwestor pomyśli, że aby zająć krótką pozycję, nie mając pokrycia na rachunku, musiałby zrobić to czy tamto, poza oczywiście samym złożeniem zlecenia, to rezygnuje z transakcji. I nie można mu się dziwić.

Ile czasu potrzeba będzie, aby wprowadzić tę zmianę w życie?

Krótka sprzedaż musi być powiązana z pewnymi mechanizmami zabezpieczającymi przed ryzykiem. Powinny być więc ustalone limity na liczbę krótkich pozycji. Chodzi o ich stosunek do free floatu danej spółki.

Chodzi także o to, w jaki sposób kwalifikować akcje, które mogłyby być przedmiotem krótkiej sprzedaży. Z obecnych kryteriów wynikałoby, że byłyby to papiery około 60 spółek. Uważam, że te kryteria są dziś zbyt liberalne, bo nie mamy aż 60 tak płynnych spółek, żeby faktycznie ich akcje mogły być przedmiotem krótkiej sprzedaży "oprzyrządowanej" w sposób lekki dla inwestora, a zarazem bezpieczny dla całego rynku, w tym dla systemu rozliczeniowego. Myślę, że będzie to w przyszłości około 30 spółek: te z WIG20 i kilka, kilkanaście najbardziej płynnych.

Kiedy nowe uregulowania mogłyby być wprowadzone?

Sądzę, że będzie to w drugiej połowie 2007 roku.

Wiadomo, że GPW przygotowuje też nowy rynek. Kiedy miałby wystartować?

Myślę, że będzie to pierwsza połowa przyszłego roku, choć zależy to przede wszystkim od regulatora rynku. Na pewno jednak nie chcemy tego odkładać, bo mamy już pierwsze sygnały od zainteresowanych wchodzeniem na ten rynek firm.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama