W skład wskaźnika wchodzi 30 firm ze Starego Kontynentu. Są to nie tylko przedsiębiorstwa budowlane, ale również zajmujące się wytwarzaniem materiałów do produkcji, jak na przykład Gobain (szkło) czy Lafarge i CRH (materiały budowlane). Największa z nich to francuska Vinci, działająca w różnych segmentach rynku - od budownictwa drogowego, przez przemysłowe do mieszkaniowego, a także obsługująca płatne autostrady. Jak na tle europejskich gigantów wyglądają polskie firmy?
W porównaniu z europejskimi gigantami z branży budowlanej nasze spółki wypadają słabo przede wszystkim pod względem rentowności działania. Polskie firmy są generalnie o połowę mniej rentowne niż ich największe spółki ze Starego Kontynentu. Za to mają przeważnie znacznie wyższe wyceny od nich. Jak zawsze trudno jest o bezpośrednie porównania naszych firm z odpowiednikami wchodzącymi w skład europejskich indeksów. Nie chodzi tylko o różnice w skali działania podmiotów u nas i w Europie. Istotne jest również to, na jakim etapie rozwoju są sektory w poszczególnych krajach. U nas proces konsolidacji trwa od niedawna. Wcześniej przedsiębiorstwa prowadziły wyniszczającą walką między sobą, konkurując przede wszystkim cenami. Konsolidacja sektora ma szansę zmienić tę sytuację i pomóc w stopniowej poprawie zyskowności. Pozycja konkurencyjna największych europejskich firm jest zdecydowanie inna. Często prowadzą też znacznie bardziej zdywersyfikowaną działalność.
Trwająca hossa w polskim sektorze budowlanym wywindowała wyceny spółek do bardzo wysokich poziomów. To druga różnica w porównaniu z firmami ze Starego Kontynentu. Wskaźnik cena/zysk dla firm z indeksu Dow Jones Stoxx sektora budowlanego to 17,3. Średnio dla naszych największych firm to blisko 60. Ta wysoka wartość jest odzwierciedleniem ogromnych pokładów optymizmu, jakie pokładane są w firmach budowlanych. Jak zawsze jednak rodzi się obawa, czy nie jest on na wyrost.