Jednodniowy skok cen pozwolił notowaniom aluminium osiągnąć w czwartek poziom najwyższy od sześciu miesięcy. Metal kosztował wtedy w Londynie po 2864 USD za tonę, a do wzrostu notowań przyczyniła się informacja o większym deficycie w produkcji metalu (167 tys. ton po październiku, w porównaniu z 328 tys. ton po wrześniu - wynika z danych World Bureau of Metals Statistics). Pomijając ten jeden dzień, notowania oscylują ostatnio w pobliżu 2800 USD za tonę. Wczoraj płacono po 2802 USD. Perspektywy dla rynku aluminium nie są tak dobre, jak dla innych metali kolorowych. Według analityków agencji Moody?s, ceny miedzi, cynku i niklu, które podobnie jak aluminium biły w tym roku wieloletnie rekordy, mogą iść w najbliższych latach w górę, ponieważ chiński apetyt zrównoważy z nawiązką ewentualny spadek popytu na metale w USA, gdzie gospodarka może dostać zadyszki. Globalny popyt na miedź, cynk i nikiel będzie wciąż większy od podaży, ponieważ nie ma możliwości nagłego zwiększania produkcji tych metali. Jednak w przypadku aluminium w przyszłym roku jest szansa na nadwyżkę produkcji nad zużyciem - oceniają eksperci Moody?s. Ceny tego jednego z najlżejszych metali powinny być w przyszłym roku podobne jak w tym. Przyczyną, dla której aluminium ma być więcej na rynku, są m.in. inwestycje potentatów w tej branży. Koncern RusAl właśnie poinformował o otwarciu pierwszej huty aluminium w Rosji po rozpadzie ZSRR. W prowincji Quebec w Kanadzie ma z kolei stanąć huta wybudowana przez kanadyjski koncern Alcan. Będzie kosztować 550 mln USD.
PARKIET